Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 86
Anna Karenina - Lew Tołstoj | Maciej Rajk

 

anna karenina

Według wielu jest to najlepsza powieść, jaką kiedykolwiek napisano. Nie wiem czy to prawda i nie wiem czy w ogóle można mówić o „najlepszej powieści”. Z pewnością jednak jest to książka, która urzeka i zachwyca rozmachem.

Każda z postaci jest niezwykle barwna i realna. Tołstoj ma swoich ulubieńców, jednak nawet do najgorszych podchodzi ze zrozumieniem i współczuciem. Czytając „Annę Kareninę”, musimy zacząć zastanawiać się czy psychoanaliza nie powstała długo przed Freudem –  choć Tołstoj byłby raczej przedstawicielem psychologii społecznej.

Anna Karenina – galeria postaci

 

Mimo, iż Anna jest tytułową postacią, w żadnym wypadku nie jest jedyną. Tołstoj funduje nam całą galerię postaci, z których Anna Karenina wcale nie jest najbardziej przekonująca, ani też budząca najwięcej sympatii.

Moją ulubioną parą jest książe Stiepan Obłoński i Konstantin Lewin – dwójka przyjaciół o kompletnie innych charakterach – jeden ekstrawertyk i człowiek uwielbiający ludzi, drugi introwertyk, żyjący w świecie idei, nieśmiały i niezgrabny, pierwszy rozrzutny i niemoralny, drugi rozsądny, zaradny, pracowity i wręcz ascetyczny.

Dalej wymieniłbym hrabiego Wrońskiego, Aleksieja Karenina, Dolly Obłońską i Kitty Szczerbacką. Wszystkie te postaci spychają fabułę na drugi plan – zresztą wszystko co się wydarza, wynika tak mocno z ich charakterów, iż zaczynamy wierzyć w starą maksymę głoszącą, że charakter człowieka jest jego przeznaczeniem.

 

Anna Karenina – na tle epoki

 

Jeszcze mocniej doceniłem jakość tego pisarstwa, jego głębię i moc, czytając zaraz po „Annie Kareninie”, „Ostatnią kronikę Barset”, Anthony’ego Trollope z 1867 roku – inną niezwykle popularną i cenioną w tamtych czasach powieść. Różnica jest trudna do przecenienia i nie może być wyjaśniona faktem, że „Anna Karenina” jest dziesięć lat młodszą powieścią (1877). Płaskie postaci z wiktoriańskiej powieści, wydają się paskudnie miałkie i papierowe w zestawieniu z fascynującym zbiorem postaci Tołstoja. U Tołstoja ludzie żyją, myślą i czują. U Trollope’a są swoimi rolami społecznymi, ich uczucia nie mają żadnej delikatności – są postaciom narzucone dla posunięcia naprzód akcji, bądź dla jej skomplikowania. W „Annie Kareninie”, każde uczucie wypływa naturalnie z osobowości postaci, z zetknięcia z innym człowiekiem, jakąś sytuacją.

Potrafiłbym bez mrugnięcia okiem uwierzyć w opowiadaną przez Rosjanina historię, podczas narrację Brytyjczyka, nazwałbym naciąganym bredzeniem (i muszę tu zauważyć, że Trollope nie jest taki tragiczny – dużo mniej fatalnie wypada w porównaniu np. z Dickensem – to po prostu Anna Karenina jest tak znakomita).

 

Anna Karenina – wady?

 

Czy można w ogóle powiedzieć coś złego o tej powieści? Dla mnie odrobinę irytująca była skala nieporozumień między Anną Kareniną a hrabią Aleksiejem Wrońskim. Miałem wrażenie, że chwilami jest to mocno naciągane (czy ludzie mogą się aż tak błędnie rozumieć?!), może jednak to po prostu zmieniły się czasy i w dobie psychoanalizy, metro seksualnych mężczyzn i magazynu Cosmopolitan, granice między płciami trochę się zatarły, a zrozumienie wzrosło. Jeżeli jednak główne przewinienie tej książki, wynika z poprawy relacji damsko-męskich w ostatnich latach, to naprawdę nie mamy się na co skarżyć.

Więcej grzechów w tej powieści nie widzę, może poza odrobiną nadmiernej rozwlekłości. Z drugiej strony, nie ukrywajmy, żyję w dobie Internetu, smsów, Twittera i Facebooka, a nie, jak Tołstoj, w czasach długich, rozwlekłych zimowych wieczorów, w które szlachta nie miała co robić…

Sam raczyłem się nią w chłodnym listopadzie w Polsce, w deszczowym grudniu w Londynie i… na słonecznych Wyspach Zielonego Przylądka. Trzeba przyznać, że mróz bardziej do niej przystaje.

 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box