gessler autopromocja

Żyjemy w popapranym kraju. Przykro mi to pisać, jest to nadużywane przez Polaków zdanie, ale jeszcze raz do takiego doszedłem wniosku. Kraj nie jest popaprany dlatego, że urzędy są powolne, nie mamy autostrad czy nasza reprezentacja gra kiepsko. Nie. To są objawy. Co więcej powiem, że to jak nasza gospodarka się rozwinęła, jak pracowici i przedsiębiorczy są Polacy jest absolutnie wspaniałe. To co jest popaprane, to funkcjonująca u nas hipokryzja i zawiść. A raz jeszcze uświadomiłem to sobie czytając recenzję pewnej knajpy.

Magdalena Gessler

Co to za recenzja tak mnie wkurzyła? A taka jedna z Gazety Wyborczej – dotycząca knajpy pani Gessler. Autorowi papu miało prawo nie smakować. Mógł go irytować wystrój, czemu nie. Ale dlaczego ma się wrażenie, że jedyne co tak naprawdę autora wkurza, to to, że pani Gessler miała czelność dobrze o sobie mówić w gazecie? Polecam przeczytać recenzję, zwracając uwagę, gdzie skierowano najwięcej jadu. 

Dodam, że kompletnie nie rozróżniam, która knajpa należy do którego odłamu rodziny Gesslerów, ale „U Kucharzy” (na zdjęciu), to absolutnie wyborne miejsce, MG Eat jest fajne, tanie i smaczne, a takie coś z mięsem w bułkach i zupami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie też jest świetne. Parę lat temu ciężko było w Polsce znaleźć fajne miejsce do jedzenia (nie w kosmicznych cenach), a teraz totalnie się to zmieniło i… widzę w tym dużą zasługę rodziny, która dla wszystkich podniosła poprzeczkę. (we wspomnianej w artykule knajpie nie byłem i może żarcie rzeczywiście jest paskudne – jak zjem to się wypowiem)
Swoją drogą – czemu nasz super wyczulony na niekulturalną autopromocją, tytułuje w artykule panią Magdalenę Gessler, Magdą Gessler? Nie wiem. Może przeszli na ty po przystawkach?

Autopromocja

 

W naszym kraju to największy grzech na świecie. Powiedzieć o sobie coś dobrego, mieć pomysł na coś nowego. Robić coś dobrze i być z tego dumnym – nie wolno! Polakowi nie wolno się chwalić, puszyć, a już nie daj Boże wywyższać nad innych. Choćby miał do tego prawo. Wszyscy musimy udawać, że jesteśmy równi pod każdym względem, że nasze sukcesy przyszły przez przypadek, przez łut szczęścia, wyłącznie dzięki żonie/rodzinie/mężowi i jeszcze dzięki łasce Wszechmogącego. Nie, nie dlatego że jesteśmy dobrzy albo dlatego, że pracowaliśmy od rana do nocy, kiedy inni gapili się w telewizor. Dla mnie ta hipokryzja jest przerażająca. Czemu nie możemy mieć zdrowego podejścia do sukcesu? Ze strachu, że ktoś poczuje się gorzej? To, że ktoś porównuje się do nas, to problem tej osoby – w ogóle uważam, że porównywanie się do innych jest idiotyczne. Stawiajmy sobie cele i sprawdzajmy czy jesteśmy lepsi niż rok wcześniej, a nie czy mamy ładniejszy tyłek niż Doda, lepszą klatę niż Pudzian czy więcej pieniędzy niż Kulczyk.

 

Sam taki byłem

 

Mnie też wychowano na skromnego chłopca. Nigdy się nie chwaliłem, komplementowany czerwieniłem się, zaprzeczałem… Gdy coś mi się udało chwaliłem szczęście, przypisywałem innym większe zasługi. Kiedy poświęciłem całe wakacje między pierwszą a drugą liceum ćwicząc, żeby zostać pierwszym bramkarzem naszej szkolnej drużyny, nigdy nikomu o tym nie powiedziałem – w końcu to obciach za bardzo się starać.

Co gorsze, gdy ktoś się przechwalał, mocno mnie to irytowało. Doprecyzuję tutaj: przechwalanie się jest idiotyczne. Puszenie się jest idiotyczne. Arogancja jest głupia – wszystko to świadczy o kompleksach, o głębokim braku pewności siebie. Jednak dziękowanie za komplementy, zamiast zaprzeczania, szczere opowiadanie o swoich dokonaniach… To jest zdrowe. Bądźmy szczęśliwi z naszych osiągnięć i pozbądźmy się wreszcie tego dziwacznego przymusu udawania, że wszystko przychodzi z łatwością i przez przypadek. Jaki przekaz zostawiamy dzieciom? Nie staraj się? Licz na fuksa?

 

„Bracia”

 

Podsumowując temat autopromocji, pewności siebie i zdrowego poczucia własnej wartości przytoczę fragment napisany przeze mnie latem 2009 roku, który dziś znajduje się w mojej powieści „Bracia”.

 

 

„Nie jestem dość duży, by grać w bejsbol czy w piłkę nożną. Nie mam jeszcze ośmiu lat. Mama powiedziała mi, że kiedy zacznę grać w bejsbol, nie będę w stanie biegać wystarczająco szybko, bo miałem operację. Powiedziałem jej, że nie będę potrzebował szybko biegać. Kiedy będę grał w bejsbol, po prostu wywalę piłkę poza boisko. Wtedy wystarczy, że będę szedł.

Edward J. McGrath Junior

 

Podoba mi się, jak grają nasi. Odważnie, z pewnością siebie, niemal zarozumiale. Wreszcie zdechły wszystkie kompleksy, już nie myślimy o sobie jak o gorszych od Niemców, Francuzów czy kogo tam nam przy­wieje na przeciwną stronę boiska. Wierzymy, że jesteśmy lepsi. Wiemy to.

Chciałoby się powiedzieć, że gramy zupełnie jak nie Polacy.

 

„Żeby być dobrym piłkarzem, nie wolno być Polakiem.” Nasz trener powtarzał nam to za każdym razem, gdy ktoś zaczynał narzekać.

– Co to za narzekanie? Tylko Polacy narzekają. Brazylijczycy nie narzekają, Włosi nie narzekają, a Niemcy nawet nie mają tego słowa w swoim codziennym języku. Jesteście piłkarzami, a nie Polakami. Żeby być dobrym piłkarzem, nie wolno być Polakiem!”

Pamiętam, że pierwszy raz, kiedy usłyszałem te słowa, pomyślałem, że to wariactwo. Nie zrozumiałem ich zupełnie. Co on opowiada? Prze­cież Boniek, Lato, Lubański… Kim oni byli? Grekami?

Ale teraz już go rozumiem i wierzcie mi lub nie, ale miał rację. I nie jestem dziś Polakiem, ani nie jest nim żaden z chłopaków z naszej druży­ny. Mamy inną mentalność. My mamy się za najlepszych na świecie, lep­szych od ciebie i od wszystkich, których znasz – a tego przecież Polakom nie wolno. Nikt nie może się wybić, nikt nie może chwalić siebie samego. Wiesz, jak to jest, przecież sam tu dorastałeś.

W naszym kraju ceni się, jak ktoś dużo umie, mało przy tym ćwi­cząc. Uczysz się – będziesz kujonem, dużo trenujesz – coś ci się w gło­wie poprzewracało. A każdy z piłkarzy naszej reprezentacji ma na koncie dziesiątki tysięcy godzin gry, treningów i meczy. Moja kuzynka policzyła ostatnio, że spędziłem do tej pory ponad cztery lata kopiąc piłkę – to pra­wie czterdzieści tysięcy godzin. Niech nikt nie mówi, że sukces przyszedł nam łatwo. Trzeba było nie oglądać tyle telewizji. Ja wylałem tysiące litrów potu, żeby móc teraz patrzeć z góry na innych zawodników. I mam gdzieś, czy uważasz mnie za bufona czy idiotę. Widzisz, a Polak by się przejmował.

Za każdym razem, gdy strzelam bramkę, wiem, że obrońcy nie od­robili pracy domowej. Uciekam zawodnikowi, który mnie kryje i wiem, że coś zaniedbał. Może olał dietę, może za mało ćwiczył technikę biegu, może za dużo czasu spędzał z dziewczyną? Tyle mówi się o talencie, ale nie znam nikogo, kto ćwiczyłby tyle, co ja i mój brat. Dostaniesz tyle, ile dasz. Nic nie ma za darmo. Jeżeli nie miałeś dziadka, który by cię tego nauczył – przykro mi. Nadal jednak możesz być takim dziadkiem albo ojcem dla jakiegoś chłopca, który ma jeszcze całe życie przed sobą. Nie wierzysz mi, to tego nie rób. Moim dzieciakom będzie łatwiej – mniejsza konkurencja.

Nie mówię ci tego, żeby cię wkurzyć. Mówię to, bo to prawda.”

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

 

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box