Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 86
Błędne koło | Maciej Rajk - oficjalna strona pisarza

wznosząca spirala

Pisałem ostatnio o tym, że nie jestem już anonimowy, publikując artykuły na swoim blogu. Kiedyś, w 2006 i 2007 roku zapełniłem sporo zero-jedynek swoimi wątpliwościami i wynurzeniami – nazwijmy to, cierpienia potencjalnego pisarza (ba! sam podtytuł strony brzmiał: pisarz potencjalny). Trochę się od tej pory zmieniło. Nadal nie jestem tam, gdzie chciałem, ale pisarzem powiedzmy, że mogę się nazwać.

Dostałem od Was sporo maili z prośbą o opublikowanie czegoś z tamtego bloga. Pokopałem w archiwach i znalazłem coś ciekawego. Artykuł, który dość dobrze oddaje mój dzisiejszy stan ducha. Znowu odnoszę "sukcesy" w pracy, która nie znaczy dla mnie bardzo wiele. Znowu zaniedbuję pisanie, bojąc się finansowej klęski, jaka mogłaby nastąpić, gdybym tylko pisaniu się poświęcił. Błędne koło, słowo daję. Jakbym się niczego nie potrafił nauczyć.

Jednak… może jest to wznosząca spirala, a nie błędne koło? Cały czas zmagam sie z tymi samymi demonami, ale za każdym razem jestem już wyżej, w lepszej sytuacji, bliżej swoich marzeń. Trudno mi to ocenić. Poniżej wpis, który opublikowałem tuż przed urządzeniem wielkiej imprezy urodzinowej w 2007 roku (bardzo udanej, dodajmy ;] ).

 

Sukcesy bez smaku

Robię ostatnio sporo rzeczy, które nie dają mi poczucia spełnienia. Tłumaczę książkę, pracuję nad rozwijaniem firmy, pisze pracę magisterską i… wszystko to jest do dupy. Radość czerpię z pisania tu, z pisania w ogóle, z gry w piłkę nożną i ze spotykania się z moimi przyjaciółmi. Olbrzymią radość czerpię też z seksu, także z muzyki, z czytania o ludziach idących pod prąd – odkrywcach, wszelkiego rodzaju artystach (muzykach, rzeźbiarzach, malarzach, pisarzach, aktorach). Jak to wszystko zmienić w sposób na życie? Pisać książki.

Jak utrzymać się z tego? Czy jest to pytanie, które powinienem sobie zadawać? Wydaje mi się, że bez względu na wszystko potrafię się utrzymać. Czy to tłumaczeniem książek, czy choćby uczeniem angielskiego, korkami z języka polskiego… czymkolwiek! A może i pisanie przyniesie mi pieniądze, biorąc pod uwagę pasję jaką w nie wkładam i radość jaką z niego czerpię.

Lęk

Coś dziwnego, jakiś lęk powstrzymuje mnie przed robieniem najważniejszych rzeczy. Wydaje mi się, że mógłbym pracować nad rozwijaniem firmy i spokojnie, równolegle zajmować się pisaniem, ale coś każe mi oderwać się od wszystkiego poza pisaniem. Jestem pełen fatalnych nawyków – surfowania po Internecie, oglądania telewizji i masy innych pierdoł. To są rzeczy, które chcę wyeliminować.

Inna rzecz. Organizuję teraz tą imprezę i czuję coś na kształt strachu czy obawy przed odzywaniem się do ludzi, których dawno nie widziałem. Jest to w sumie absolutna bzdura, ale tak to wygląda. Trochę jakbym się bał, że moja impreza okaże się niewypałem. Tak wiele imprez, na których sam byłem było kiepskich lub w najlepszym wypadku średnich! Chociaż… nie było jeszcze na świecie wydarzenia czy imprezy, którzy wszyscy ocenialiby tak samo. Parę imprez, które dały mi największego kopa inni oceniali jako nudne – cóż, ja poznałem wtedy np. swoją przyszłą dziewczynę, oni nie. I jak mamy to oceniać w ten sam sposób?

Jest we mnie to wielkie pragnienie, by wszystko co robię wykonywać w sposób doskonały. Jeżeli poznaję nowych ludzi chcę zwalić ich z nóg swoją osobowością, spotykając przyjaciół chce zmienić ich czas w coś cudownego, być duszą towarzystwa, grając w piłkę chcę być gwiazdą – wszystko to tworzy dziwną presję, która to powstrzymuje mnie przed robieniem wielu ważnych dla mnie rzeczy. Wziąłem się za zakładanie firmy i chcę, by odniosła sukces porównywalny do Apple, Gadu-Gadu czy choćby Tlenu. Chcę, by wszyscy podziwiali to co robię. Czemu jest to dla mnie takie ważne? Czy to przedłużenie mojego nawyku z dzieciństwa? Wtedy wszyscy się mną zachwycali, wiadomo genialne dziecko. Ale teraz? Czy nie podcinam sobie skrzydeł, stawiając sobie zawsze tak wysoko poprzeczkę, że potem boję się nad nią skoczyć? To bez sensu! Stąd z resztą mój pomysł, by powstrzymać się od planowania. Planowanie zakłada stawianie sobie poprzeczki. Dopóki nie nauczę się, by stawiać poprzeczkę w swoim zasięgu lub tuż poza nim – zamiast gdzieś wysoko ponad rekordem świata – nie będę planował. Nie zapełnię swojego życia frustracją – szkoda na to mojego czasu.

Trupy na wierzch

Pisząc to wszystko uświadamiam sobie wiele rzeczy o sobie. Nie uważam, żeby nadmierna introspekcja była korzystna, czy też by nadmierne skupienie na sobie mogło przynieść komuś szczęście. Mam jednak nadzieję, że wyciągnięcie tych wszystkich neurotycznych oczekiwań, marzeń i narzuconych na siebie obowiązków na światło dzienne uwolni mnie od nich! Chcę akceptować siebie takiego jakim jestem. Rozwijać się, ale nie poprzez nienawiść do dawnego ja. Chcę iść obraną przez siebie drogą bez lęku, z radością. Cieszyć się trasą, a nie tylko osiąganiem szczytów. Dwie osoby mogły być kiedyś w górach. Obie przeszły te same trasy, w tym samym tempie. Jedna dumna z tego co osiągnęła tak sobie dała w kość i ma tak dość gór, że obiecuje sobie, iż nigdy tam nie wróci. „Góry? Nigdy więcej!” Druga osoba natomiast radowała się trasą. Cieszyła się ciszą, otaczającym ją pięknem. Każdy krok sprawiał jej radość, każdy wdech świeżego, chłodnego górskiego powietrza dawał jej radość. Obie osoby doszły do tego samego celu. Jedna cierpiąc i męcząc się, druga z radością. Pierwsza już nigdy tego nie zrobi, wypaliła się, druga osiągnie jeszcze wiele szczytów. Chcę być tą drugą osobą. Dość mam bycia tą pierwszą. Uderzam z całych swoich sił w kierunku, który wydaje mi się właściwym – właściwym, bo inni mi zazdroszczą, bo mnie podziwiają, chcą mnie naśladować, pytają o radę – i po pół roku, może po 9ciu miesiącach mam tak niemożebnie dość, że rzucam wszystko w cholerę… To przepis na zmarnowane życie! Tak bardzo pragnę mieć odwagę, by nie przejmować się opinią innych, by iść wbrew oczekiwaniom społeczeństwa… Jest to jednak niezwykle trudne czasem!

Do tej pory zawsze chodziłem z pięknymi kobietami. Z niektórymi po parę miesięcy, pół roku… z jedną, naprawdę piękną i cudowną, prawie cztery lata. I teraz, boję się, że kiedy rzucę wszystko to co społeczeństwo dla nas przygotowało, typową ścieżkę kariery dla osoby z moimi zdolnościami i pochodzeniem, to nigdy nie będę miał szansy być z tak cudownymi kobietami. A ja tak bardzo kocham kobiety! Cudowne, ciepłe i delikatniejsze, a zarazem silniejsze – na swój emocjonalny, prawdziwy sposób – od nas istoty. Kiedy odniosę sukces pisarski? Mając czterdzieści lat?

Kobiety

To fakt, że podobam się z reguły kobietom, a w każdym razie radzę sobie, ale czy goły, nieznany pisarz jest kimś z kim te najwspanialsze kobiety będą się chciały wiązać? Jak cienka jest linia, między pisarzem, który zdobędzie uznanie, sławę i osiągnie szczyt na swoim polu, a takim, który nigdy nie wypłynie. Dwóch mężczyzn poświęca się pisaniu, klepią biedę, walczą z wydawcami, zmagają się z odmowami – ich sytuacja, gdy mają po 25 lat jest identyczna. Mija 5 lat i jeden z nich jest na szczycie, czuje, że jego życie jest wspaniałe, a drugi jest w tej samej sytuacji co 5 lat wcześniej. Takich jak ten pierwszy jest pięciu, a takich jak ten drugi dziesiątki tysięcy. Chcę wierzyć, że to pasja i oddanie pracy stanowią o różnicy, ale czy talent nie ma tu także czegoś do rzeczy? Nie jest to jednak w pełni prawdziwa wizja. Obaj oni bowiem mogą czerpać wielką radość z pisania, więc nawet życie tego nieznanego pisarza ma swój głęboki sens. Ile jednak odwagi wymaga poświęcenie się czemuś co nie przyniesie nam sławy, pieniędzy, ani nawet poczucia bezpieczeństwa na starość. Tylko szaleńcy trafiają na szczyt i tylko szaleńcy zostają na społecznym dnie. Wszystko co w środku, to ludzie robiący to co należy, jak napisał Thoreau: „Pędzący swoje życie w cichej desperacji.” Ale też i bezpieczni. To nie ja.

I tak to wyglądało. Jeżeli ten okres moich walk Was interesuje, tu jest jeszcze parę wpisów, gdzie cytowałem tamtego bloga:
Ćwiczenia pisarskie
Opowiadanie z tamtego okresu
O Bukowskim
Sen o własnej drodze
Po prostu spróbuj

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box