Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 84

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 84

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 84

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 84
Pisanie Archives - Page 2 of 6 - Maciej Rajk

niska szkodliwość czynu

Odejście z pracy dobrze wpływa na kreatywność. Przejedzony, w przerwie między śniadaniem a obiadem popełniłem takie o to właśnie opowiadanie. Co zabawne, oparte jest na prawdziwej historii, o jakiej przeczytałem pół roku temu w Gazecie Wyborczej. Charaktery, osobowości, imiona, miejscowość – wszystko jest zmienione (a raczej wymyślone, bo w Wyborczej, to była krótka notka). To opowiadanie o polskim uporze, poszanowaniu zmarłych i prawnych absurdach. Miłej lektury!

– A niech go dunder świśnie, krew jasna zaleje, Bozia pokaże!

– Matka się nie denerwuje…

– A żeby se brwi zesmażył tymi lampkami, dzieci poparzył!

– Matka się nie wygłupia, bo drugi raz matki na pogotowie wieść nie będę.

– Żeby Lucuś żył jeszcze, Boże, ty mój…

– Żeby tata żył, to by mu nikt z grobu zniczy nie kradł – zasugerował Janek.

– A skąd wiecie, że je w ogóle kradną? – włączyła się Jadzia, siostra Janka.

– No proszę cię, córuś, raz to może być wiatr, dwa razy jeszcze w coś innego uwierzę, ale CZTERY! Jak nic jakiś jełop z lepką łapką!

– Matka się nie denerwuje, do cholery jasnej! Jak matka znowu zawału dostanie, to matce takie ciry spuszczę, że…

Continue reading »

 

Mocno pokręcone opowiadanie jakie napisałem w wieku 20 lat, na wiosnę 2005 roku. Przyjemnej lektury życzę i korzystajcie z Waszego prawa zostawiania komentarzy i recenzji, proszę!

/

Szczęście jest wtedy, gdy strzała trafia człowieka stojącego obok ciebie” Arystoteles

Sławek Malarz był niezwykle pogodnym człowiekiem. Gdy wyobrażał sobie szczęście widział siebie siedzącego na szczycie rusztowania, w słoneczny dzień, w towarzystwie kumpli, jedzącego świeżutkie bułeczki z szynką, pomidorem i majonezem, oczywiście zapijającego całość, zimnym piwem z butelki. Według tej definicji bardzo często bywał szczęśliwy. Tak bowiem wyglądały z reguły jego przerwy obiadowe, na budowie. Zimą, zimne piwo zmieniało się w gorącą herbatę, a rusztowanie w barak, ale z grubsza było to też bliskie ideałowi.

Jego żona jednak, szczęście widziała trochę inaczej. W jej wizji idealnego życia dużo było pieniędzy, bali, eleganckich sukni i drogich samochodów. Tego oczywiście jej mąż – robotnik budowlany – nie mógł jej zapewnić. Była więc przez większość czasu nieszczęśliwa. Sławek podejrzewał, że mając to wszystko czego chciała byłaby równie nieszczęśliwa, a tylko opryskliwsza dla sąsiadek… Nie. Nic by się nie zmieniło, bo przecież mieszkali by w innej okolicy. Byłaby więc równie dwulicowa – „moja ponura intrygantka”, jak mówił o niej pieszczotliwie do przyjaciół. Kochał ja jednak. Nawet mimo świadomości, iż nadmiar kontaktu z nią rozprawiłby się z jego miłośćią dość szybko… Jeżeli przeciwieństwa się przyciągają, to tylko przed wstąpieniem w związek małżeński. Potem przeciwieństwa toczą ze sobą wojny.Żyli więc tak, w trochę zatęchłym, domowym zaciszu, pielęgnując marazm, aż do pewnego piątku.

 

Continue reading »

 

stan wojenny warszawa

I tak w tydzień przed wyjściem Wyjechać, czwarta powieść zakiełkowała mi pod potylicą. Teraz tylko pora się modlić, by zapuściła solidne korzenie w szarej materii i może znowu będzie coś w księgarniach za rok. Tu przymiarka, tudzież pierwszy rozdział. Robocza nazwa to "Polska", ale spokojnie bez martyrologii będzie. Na zdrowie! 

Nie było takich moich urodzin, kiedy ojciec nie wspomniałby, że prawie kosztowałem go życie.

– Nogi sobie połamałem! Zastrzelić mnie chcieli!

I tak co roku, każdego trzynastego grudnia. Trzeba zresztą staruszkowi przyznać, że nie koloryzował specjalnie.

W 1981 roku, pędził swoim czerwonym maluchem po zaśnieżonej Stołecznej, w Warszawie. Jechał z matką. We dwójkę, ale i ze mną. Zawierucha, biało. Fiacika o wyglancowanych oponach miotało od chodnika do chodnika. Poruszanie się po tej słonolodowej wstędze wymagało trochę zręczności. Matce co chwila zapierało dech, więc pewnie mi też. Tatuś jednak uparcie nawijał na opony, dzielące go od Bielańskiego kilometry.

Continue reading »

Tagged with:
 

wznosząca spirala

Pisałem ostatnio o tym, że nie jestem już anonimowy, publikując artykuły na swoim blogu. Kiedyś, w 2006 i 2007 roku zapełniłem sporo zero-jedynek swoimi wątpliwościami i wynurzeniami – nazwijmy to, cierpienia potencjalnego pisarza (ba! sam podtytuł strony brzmiał: pisarz potencjalny). Trochę się od tej pory zmieniło. Nadal nie jestem tam, gdzie chciałem, ale pisarzem powiedzmy, że mogę się nazwać.

Dostałem od Was sporo maili z prośbą o opublikowanie czegoś z tamtego bloga. Pokopałem w archiwach i znalazłem coś ciekawego. Artykuł, który dość dobrze oddaje mój dzisiejszy stan ducha. Znowu odnoszę "sukcesy" w pracy, która nie znaczy dla mnie bardzo wiele. Znowu zaniedbuję pisanie, bojąc się finansowej klęski, jaka mogłaby nastąpić, gdybym tylko pisaniu się poświęcił. Błędne koło, słowo daję. Jakbym się niczego nie potrafił nauczyć.

Jednak… może jest to wznosząca spirala, a nie błędne koło? Cały czas zmagam sie z tymi samymi demonami, ale za każdym razem jestem już wyżej, w lepszej sytuacji, bliżej swoich marzeń. Trudno mi to ocenić. Poniżej wpis, który opublikowałem tuż przed urządzeniem wielkiej imprezy urodzinowej w 2007 roku (bardzo udanej, dodajmy ;] ).

 

Continue reading »

blog czytany rajk

Przed pięcioma laty pisałem bloga, o którym nikt nie wiedział. Jeden z wpisów nazwałem wtedy nawet „Blog nieczytany”. Nieliczni czytelnicy nieraz zapytywali mnie o to kim jestem, co robię itp., ale zawsze się wykręcałem od odpowiedzi. Tamten blog służył mi za dostępny z każdego miejsca pamiętnik. Było to miejsce gdzie mogłem wylać swoje wątpliwości, troski, pochwalić się czymś… Generalnie używałem go, kiedy potrzebowałem sobie ulżyć.

Teraz takiego luksusu nie mam. A chyba potrzebuję go. Chciałbym gdzieś się odsłonić, wyżyć. Oczyścić głowę z niektórych myśli. A tu, w blogu czytanym, trzeba się hamować.

Continue reading »

Tagged with: