call centre koszmar

Od lat mam szalone marzenie. Chcę stworzyć firmę, która będzie należała do jej pracowników. Miejsce, do którego każdy przychodzi z przyjemnością, gdzie wszyscy się znają. Taką powiększoną rodzinę.

Wszyscy spędzamy gros czasu, olbrzymią część naszego życia „w pracy”. Siedzimy pod świetlówkowym nieboskłonem, przy rzędach biurek, na wyścieloną szorstką wykładziną powierzchnią piętra.

Biurokracja i alienacja

 

Nasi szefowie chowają się w gabinetach, przemykają, unikając pytań. Nasi współpracownicy siorbią kawę i marzą o szybkim powrocie do domu. Każdy ma pomysł na to jak udoskonalić firmę, ale nikt się nim nie dzieli. Nikt nie wie czym tak naprawdę zajmują się jego koledzy i koleżanki. Wiedza nie przepływa od jednostki do jednostki, mimo że osoba, która zna rozwiązanie naszych największych problemów siedzi być może pięć metrów dalej.

 

Wielu z nas pracuje w organizacjach, gdzie biurokracja tłumi wszelką kreatywność, gdzie każdy nowy pomysł musi przejść kilka poziomów hierarchii, gdzie w momencie gdy wreszcie otrzymujemy zgodę jest już za późno i cała rzecz od dawna nie ma sensu.

 

Wiem, że prawie wszędzie tak to wygląda. W swojej pracy najpierw dziennikarza, piszącego o biurach, a teraz konsultanta od optymalizacji przestrzeni biurowej, widziałem hektary dołujących przestrzeni, tysiące skwaszonych grymasów twarzy, oświetlanych sinym światłem migoczących ekranów.

 

Na szczęście…

 

To nie musi tak wyglądać

 

To nie musi tak być. Choć zmiana nie jest prosta. Wszystko zależy od kultury firmy. Jeżeli zrezygnujemy z bezsensownej hierarchii, gabinety zamienimy na pokoje spotkań, bądź pokoje cichej pracy, dostępne dla wszystkich, czyli coś odpowiadającego funkcjonalnej potrzebie, a nie przydającej prestiżu… Jeżeli zrezygnujemy z obowiązku przykuwania pracowników do biurek, na dobre i na złe, bez względu na to czy jest coś do zrobienia Jasiu i Jadzia muszą siedzieć do siedemnastej… Jeżeli wykorzystamy wreszcie technologie, umożliwiające rezygnację z archiwalnych szaf, z przykucia do internetowego kabla…

Nagle będziemy mogli pracować z dowolnego miejsca. Będziemy mogli przenosić się i być koło tych, z którymi w danym momencie powinniśmy współpracować. Uwolnimy się od tyranii wielogodzinnych dojazdów do pracy w korku, sztywnych godzin pracy, śliskich, nic nieznaczących relacji w pracy…

 

Praca = życie

 

Nasza praca to nasze życie. Tydzień, to 168 godzin. 56 godzin śpimy. Zostaje 112. Przez kilkadziesiąt lat, co najmniej 40 z nich spędzimy w pracy. To całe lata tyłko-fotelo-godzin.

 

Niektórzy z nas będą zakładać w swoim życiu firmy, niektórzy zostaną menadżerami – zadbajmy o to, żeby te czterdzieści czy pięćdziesiąt godzin w tygodniu, ludzie mogli spędzić w bardziej ludzki sposób.

 

Myślę, zresztą że jest nadzieja.

 

Rynek pracy szturmuje generacja Y. Ludzie internetu, on-line, aplikacji, bezpośrednich relacji i zadawania pytań. Nasze korporacje będą musiały ewoluować. Dzięki pokoleniu lat sześćdziesiątych praca przestała wyglądać jak w serialu Mad Men. Zadbajmy o kolejny krok w stronę lepszej jakości życia.

 

PS To nie musi być dużo. Możesz zacząć od przeczyszczenia przewodu do spieniania mleka w biurowym ekspresie do kawy. Gluty jakie z niej wylatują po weekendzie kiszenia są naprawdę obrzydliwe. 😉 

 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box