Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 86
Grochów - Andrzej Stasiuk | recenzja - Maciej Rajk - oficjalna strona

 

andrzej stasiuk grochów recenzja

I Stasiuk znowu coś napisał. Całe szczęście dodajmy. Zbiór trzech opowiadań i jednej noweli objętościowo nie jest może wart swojej ceny, ale jakościowo, owszem. W liczniku: przyjemność z czytania*objętość, w mianowniku cena i wynik jest całkiem, całkiem.

Wrażenia wczesne i późne

 

Pierwsze wrażenia nie miażdżą. Bierze się w łapkę cieniutką (94 strony…) książuśkę w twardej oprawie, w cenie powyżej trzydziestu złotych, z dziwacznym zdjęciem pisarza na tylnej okładce i… generalnie ma się ochotę swoją decyzję o po-stasiuka-sięgnięciu przemyśleć.

Później zaglądamy do wnętrza – pierwsze opowiadanie „Babka i duchy” jest umiarkowane. Bardzo Stasiukowe – wieś, wspominiki i antynowoczesność. Dobrze napisane, bo to AS w końcu, ale bez szaleństw. Potem wpadamy na sympatyczne i dużo lepsze opowiadanie „Augustyn”, o dość niezłomnym człowieku po wylewie i odzyskujemy nadzieję.

Nadzieja przymiera, a przynajmniej źle czuć się zaczyna po trzecim opowiadaniu – „Suka”. Niby przyjemne, o szesnastoletniej suczce pisarza, ale znowu nie rzuca na kolana. A powinno, bo temat chwytający za serce itd. Generalnie myślałem, że będę ryczał jak bóbr, bo sam mam w pamięci okres, kiedy nasza suczka odchodziła z tego świata. Coraz słabsza, trzeba ją było nosić po schodach, gdy próbowała szczekać traciła równowagę i jej tylne sparaliżowane łapki wlekły się za nią. Nie mówiąc już o tej chwili, kiedy trzymałem jej łebek na kolanach, głaszcząc uspakajająco, gdy weterynarz zabierał się do usypiającego zastrzyku, i potem widok jej oczu cofających się wgłąb czaszki i wreszcie osuwającej się bezwładnie głowy, wraz z ostatnim tchnieniem opuszczającym jej czarny nos.

Uff… Się nawzdychałem teraz. Nie o swojej suczce – Zaza, owczarek niemiecki – chciałem tu pisać. Tym bardziej, że dochodzimy wreszcie do źródeł pozytywnej recenzji, a właściwie recenzji w ogóle, bo co to za frajda krytykować jakąś ksiażkę?

 

Grochów – Andrzej Stasiuk

 

Mowa tu oczywiście o 50-stronnicowej, tytułowej noweli „Grochów”. Jest to Stasiuk w absolutnie najlepszym wydaniu. A jeżeli jest to Stasiuk u szczytów, to wiemy że jest to literatura polska u szczytów.

Czytanie „Grochowa” przypomniało mi czas, kiedy sięgnąłem po raz pierwszy po ksiażkę Stasiuka, a było to „Jadąc do Babadag”. Całość jest przyjemna, choć trochę nużąca, ale pierwsze piętnaście, dwadzieścia stron jest po prostu boskie. Tylko parę razy w życiu czytałem coś i myślałem: tak, właśnie tak powinno się pisać. „Grochów” miejscami taki właśnie jest. Opis PRL-owskiej Pragi, fabryk, ojca robotnika, młodzieńczych marzeń o ucieczce, podróży, męskiej przyjaźni, decyzji o swoich losach… Wszystko to jest po prostu znakomite. Jeżeli jakiś pisarz jest w stanie opisać PRL, tak że żałuje się przez chwilę, że nie przeżyło się tych szarych czasów, to musi znaczyć, że robi to bardzo dobrze.

 

„Tłustawy dotyk wnętrza kieszeni. Opiłki metalu. Teraz przypominam sobie, że materiał nie był granatowy, ale szary. Szary jak to wszystko wokół, z zielonkawymi korpusami radzieckich maszyn, zasmolonym szkłem okien i podłogą z drewnianej kostki, czarnej od smaru i brudu. (…) To było życie naszych ojców. A my mieliśmy je powtórzyć, ponieważ czekało na nas uż gotowe i nic innego  nie trzeba było robić. Z przystanku, rano, z tłumem mężczyzn przez główną bramę wchodziłem do fabryki jak do wnętrza własnego losu. (…) Mężczyźni z Makowskiej przypominali naszych ojców, ale nigdy nie przyszło nam do głowy, by zasiąść obok nich. Szliśmy dalej, poza zasięg ich wzroku. (…) Ponieważ od początku było postaqnowione, że zdradzimy swoich ojców. Ponieważ nie chcieliśmy wstawać przed świtem. Ponieważ wydwało nam się, żę tak wygąda wolność. Ponieważ byliśmy zdrajcami.”

Po prostu warto to przeczytać. Najlepiej za jednym zamachem, w te czterdzieści czy pięćdziesiąt minut jakich to wymaga. To taki mniej nadęty, mniej Hemingway-owski Hłasko, który pozwolił sobie się zestarzeć i trochę uspokoić. Dzięki Bogu dalej pisze.

 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

 

 

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box