Jeżeli jest jedna książka, która zauroczyła mnie najmocniej, to był to z pewnością “Zwrotnik Raka”, Henry Millera. Ta szalona powieść (?), opublikowana po raz pierwszy w 1934 roku jeszcze dzisiaj mogłaby być uznana za nowatorską. Już na pierwszej stronie można znaleźć akapit, który rzuca na kolana (w tłumaczeniu znakomitego L. Ludwiga) :

Henry Miller

 „Nie mam gotówki, majątku, nadziei. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jeszcze rok, pół roku temu sądziłem, że jestem artystą. Teraz nie zastanawiam się już nad tym. Po prostu jestem. Wszystko, co było literaturą opadło ze mnie. Bogu dzięki nie trzeba pisać już żadnych książęk.”

 Prawdopodobnie mój ulubiony akapit w literaturze. Potem nie jest gorzej.

 
„No a to? To nie tyle książka, co paszkwil, oszczerstwa, niegodna potwarz. Nie jest to książka w zwykłym znaczeniu tego słowa. Nie, to rozciągnięta w czasie zniewaga, plwanie w twarz Sztuce, kopniaki wymierzane Bogu, Człowiekowi, Przeznaczeniu, Czasowi, Miłości, Pięknu…”

Jak widać nie jest to typowa książka. Nie ma w niej bohatera A, który jest w sytuacji B i musi zrobić X, żeby było dobrze i żeby się czegoś o sobie nauczyć. To raczej krzyk, kakofonia, dziwna modlitwa. W każdym razie coś nowego. A to już więcej niż można oczekiwać od większości książek.

 
Moja znajomość z HM rozszerzyła się później na trylogię Różoukrzyżowania (Sexus, Plexus, Nexus), Zwrotnik Koziorożca, Czarną Wiosnę i Kolosa z Maroussi. Nie są to idealne literacko książki, na pewno jednak warto sięgnąć po jakąś powieść tego pisarza, choćby po to żeby zobaczyć co można zrobić w świecie powieści i – przede wszystkim – żeby zobaczyć jak myśli WOLNY człowiek. Polecam. Zwłaszcza jako antidotum na korporacyjne czasy. W tej roli najlepszy będzie Zwrotnik Koziorożca, który opisuje przeżycia Millera, jako wicedyrektora działu personalnego w Western Union jest przerażająco zabawny:

 
„Po upływie kilku miesięcy siedziałem już w Sunset Place, zatrudniając i zwalniając jak opętany. Była to, jak Boga kocham, rzeźnia. Jeden wielki bezsens. Marnotrawstwo ludzi, materiałów, sił. Odrażająca farsa w dekoracjach potu i nieszczęścia ludzkiego. Podobnie jak przedtem akceptowałem rolę szpiega, tak teraz akceptowałem zatrudnianie i zwalnianie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Godziłem się na wszystko. Jeżeli wiceprezes wydawał zarządzenie, że nie wolno zatrudniać kalek, nie zatrudniałem kalek. Jeżeli wiceprezes żądał, aby zwolnić bez wypowiedzenia wszystkich posłańców, którzy ukończyli czterdzieści pięć lat, zwalniałem ich bez wypowiedzenia. Wykonywałem wszystkie polecenia, ale tak, żeby tamci musieli za to płacić. (…) Cały system był tak przegniły, tak nieludzki, tak parszywy, tak beznadziejnie skorumpowany i zawiły, że chyba tylko geniusz zdołałby mu nadać jakiś ład i sens (…) Byłem piątym kołem u wozu, żadnej ze stron nie byłem do niczego potrzebny.”

 

 
Artykuł byłby dłuższy, ale pora chłodzić szampana.

PS Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box