spowiedź selekcjonera

Natura nie znosi próżni, także po zakończeniu działań konsultancko-zawodowych wziąłem się za projekt 'biografia byłego selekcjonera i modela'. Spędziłem dobrych 10 godzin gadając z pewnym selekcjonerem, z DJ-ami itd. i w rezultacie zebrało się sporo fajnego materiału. Teks przyjmie formę czegoś pomiędzy powieścią, biografią a spowiedzią – zabawną, ku przestrodze i naprawdę odjazdową. 

Poniżej roboczy fragment o kokainie. Myslę, że bardzo ciekawy!

 

"Kokaina staje się częścią twojego życia. Zawsze nosisz ze sobą coś, co pomoże ci ją wciągnąć. W telefonie masz numery do dilerów, „osób które mogą mieć”, chodzisz do klubów, gdzie można wciągać i gdzie jest towarzystwo do wciągania. Trzymasz w domu paczkę papierosów i trochę trawy, na wypadek gdybyś musiał się trochę uspokoić, by móc zasnąć – spanie, gdy serce wali w rytmie dwustu uderzeń na minutę, a myśli pędzą z prędkością światła, generalnie jest dość trudne.

 

W moim portfelu z reguły rezydowała jednodolarówka albo banknot stueurowy. To był mój mini ekwipunek. Wciągać można oczywiście przy pomocy byle czego, choćby plastikowej słomki czy kawałka kartki… trzeba jednak zachować klasę. W końcu nie wciągamy amfy. 
Czasem nosiłem ze sobą specjalny aparacik (w sprzedaży w Amsterdamie) – zrobioną ze szkła malutką tulejkę z zapadką i metalowym podajnikiem. Nie miałem ich jednak często przy sobie, bo ciągle ktoś mnie błagał o danie im takiego ustrojstwa. Poza tym nnieraz wywalałem je do śmieci – w ramach dobrego postanowienia rzucenia nałogu albo momentu paranoi i obaw przed policją.

Żeby proszek dobrze wchodził trzeba pozbyć się grudek. Najpierw rozgniata się go na płasko trzymaną kartą kredytową albo jeszcze lepiej, wewnątrz torebki grzbietem telefonu. Potem możemy przejść do filmowego klasyku, tj. rozdrabniania krawędzią. 
Dobrze rozdrabnia się koks przecierając go przez sitko do herbaty. Wychodzi mięciutki jak mąka. A wtedy można już wykazać się artystycznie…
Kokę można usypywać w dowolne wzorki. W imiona, obrazki, twarze… Miałem w tym dużą wprawę. Pamiętacie scenę z „Pan życia i śmierci”, w której Jared Leto usypuje z koksu mapę Ukrainy? To pikuś. Każdy wzorek jaki barista jest w stanie wykreować na piance twojego latte, da się spokojnie usypać z koksu.

Pakowanie też ma znaczenie. Plastikowe torebki są o wiele lepsze niż folia – ta pęka za którymś razem na krawędziach i wszystko staje się białe. Miałem też wrażenie, że dilerzy pakujący koks w folię, mają generalnie gorszy towar…
Te małe plastikowe torebeczki, wielokrotnie zamykane, to w ogóle Polska specyfika. W Kanadzie sprzedaje się ją zapakwaną w woskowany papier – idealnie nadają się do tego kolorowe, błyszczące magazyny na dobrej jakości papierze. Sam nieraz tak nosiłem ją w Polsce: robisz kopertkę, a w środku masz proszek. Takie narkotykowe origami. Problem polega na tym, że gdy dużo tańczysz, papier w końcu przesiąka potem. A jak do kokainy dostanie się wilgoć to juz właściwie po wszystkim. Zmienia się w beton. Teoretycznie można ją wysuszyć i na nowo rozkruszyć, ale w praktyce nikt tego nie robi.

Kokaina ma bardzo chemiczny zapacch. W niektórych krajach pachnie jak ropa, ze względu na to że często przemyca się ją w bakach samochodów.

Po co w ogóle bierze się kokainę? Dla poczucia siły, ekscytacji, energii… dla towarzystwa. Nic nie jest tak wspaniałe jak pierwsze zażycie – nie wiesz co Cię czeka, a po chwilil czujesz to uderzenie chlodu i ekscytacji. Później, pierwsze wrażenie to Dobra kokaina znieczula nos i okolice (nowokaina to podobny związek). Amfetamina bardziej szczypie, kokaina jest delikatniejsza, ale też trochę szczypie przy wchłanianiu.W małych dawkach kokaina pobudza, w dużych to tylko paranoja i rozbiegane myśli. Rano możesz mieć taki zjazd, że pojawią się myśli samobójcze, nic nie ma sensu

Ludzie często krwawią z nosa jakiś czas po zażyciu. U mnie następowało to zazwyczaj na drugi dzień. Robią się gluty w zatokach, gdy wreszcie schodzą, mrożą ci cały przełyk. Gdy to dotrze do żołądka czujesz nagłą potrzebę pójścia do toalety. Działa przeczyszczajaco. Jest to tak silne, że po jakimś czasie sam zapach kokainy wywoływał u mnie potrzebę wyprawy do kibla. Nieraz już dzwoniąc do dilera, czułem potrzebę.

W najostrzejszych okresach wciągałem po 6-7 gram na dobę. W Stanach pewnie by mnie to zabiło, ale u nas sprzedają syf – góra 10-30% zawartości czystej kokainy. Reszta to śmieciowe dodatki: efedryna, amfetamina i takie tam. Idealnie czystej kokainy – 97% – nigdy nie uświadczysz. Jakimś cudem może dostaniesz w Ameryce Południowej 90-procentową. Nieraz, w szaleństwie nocy wciągałem koks co 15 minut. Wciągaliśmy trzymetrowe ścieżki w cztery osoby. Pół grama na raz – 40 cm.Co 15-30 minut, grube na palec kreski. Robi się gniot w nosie, nic już nie czuejsz co wciągasz. Dlatego niektórzy wcierają też koks w dziąsła – pamiętam jak raz przejęta zdrowiem laska powiedziała mi: „Nie rób tak! To niszczy szkliwo!”, dbałość o zdrowie… Potem możesz pić bez umiaru. 

Generalnie w wciągałem, nieraz 3-4 dni w tygodniu. Czasem odstawiałem na tydzień, dwa. Z Kajką potrafiłem wciągać 4 dni z rzędu. Bzykaliśmy się bez przerwy i paliliśmy trawę, na zmianę z papierosami, by uspokoić się, by na trochę zasnąć. Na koksie ma się tysiąc myśli na minutę. Ciągłe analizowanie swojego życia, różnych sytuacji. Myśli przelatują przez czaszkę z prędkością światła. Ciągle walisz konia, by jakoś rozładować napięcie – jeżeli jesteś z kobietą możecie się kochać po 6-8 godzin.

Nigdy nie szedłem do klubu z myślą, że wezmę. Obiecywałem sobie, że nie wezmę, że może się tylko trochę napiję. Jednak po alkoholu zawsze włączał mi się autopilot. Z tylu głowy świtała myśl: „A może by tak jedną, tylko jedną?” Szukałem znajomych twarzy, kto mógłby mi postawić, od kogo można kupić. Nieraz nie musiałem szukać, bo działka sama magicznie lądowała w mojej kieszeni – „Wciągnij sobie, Marcinku!”. Koks trafiał do mnie przez dilerów, znajomych. W Cynamonie każdy chciał mi postawić – trudno się było opędzić. Czasami częstowali mnie dobrym towarem, czasem tynkiem za 150 złotych za gram.

W klubie wciąga się najczęściej z deski klozetowej, z porcelanowej przykrywki, z popielniczki na podajniku do papieru toaletowego. 
W R & P zainstalowali nawet specjalne szklane półki do wciągania koksu. W Cynamonie nad umywalką byla dluga półka. W Lemonie się tego nie toleruje, w innych warszawskich klubach bardzo różnie.

Co zabawne, narkotyki nie przeszkadzały mi w byciu dobrym pracownikiem. Byłem skrajnie obowiązkowy – do 6:00 ćpałem, ale o 7:00 bylem w pracy. 72h bez snu nieraz, mus to mus. Miałem ciśnienie, że muszę być w pracy. Nie wiem czemu. Taki już jestem. Zawsze chcę też dobrze wyglądać – mogłem ledwo widzieć na oczy, ale koszula była wyprasowana, ja byłem ogolony, pachnący… Wyglądałem nienagannie. Praca byla dla mnie bardzo ważna.
"

I tak jakoś ta książka będzie wyglądać. 😉

Pozdrawiam!
Maciek Rajk
 

Zachęcam do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box