filmy majówkowe jazz singer

Złapałem się na tym, że przez ostatnie dwa miesiące nie widziałem praktycznie żadnych filmów. Nie dość, że zacząłem dzielnie pracować jako konsultant, to jeszcze uparcie umieszczam na tej stronie jeden tekst dziennie i oczywiście staram się widywać w miarę regularnie znajomych i przyklubić od czasu do czasu, co by nie zdziadzieć. Słowem: nie mam kiedy oglądać.

W weekend majowy postanowiłem odrobinę poprawić statystykę i w rezultacie widziałem parę naprawdę fajnych pozycji.

 

She's Gotta Have It (1986) – debiut reżyserski Spike'a Lee, w którym zresztą gra zabawną rolę zakręconego modnisia. Opowiada o losach młodej malarki, która nie może się zdecydować, którego z trzech starających się o nią chłopaków wybrać, w rezultacie sypia z nimi na zmianę. Brzmi dość banalnie, ale trzy postaci kompletnie innych amantów są po prostu świetne, a kręcony na czarno-biało Nowy Jork nie pozwala za daleko odejść od ekranu.

 

Jazz Singer (1927) – tak, tak, wszyscy słyszeli: pierwszy film dźwiękowy. Ale nikt nie widział. I ja oczywiście latami też nie, aż wreszcie stwierdziłem, że wypadałoby. W rezultacie zobaczyłem naprawdę niezły i bardzo wzruszający film o żydowskim chłopcu, który ucieka z domu – ojciec miał nadzieję, że przejmie po nim funkcję kantora w synagodze – żeby zrobić karierę jako śpiewak jazzowy.

 

Days of Heaven (1978) – Terrence Malick, czyli szalony reżyser, który kręci filmy raz na kilkanaście lat, znany jest z ostrego montażu swoich filmów, w rezultacie czego gwiazdy przekonane o tym, że grały główną rolę, lądują nieraz poza (!) filmem, na stole montażowym. Ale filmy jego warto oglądać, a ten to już koniecznie. Wizualnie niezwykle, niezwykle piękny: Stany Zjednoczone XIX wieku, bezkresne przestrzenie… Na tle tego wszystkiego historia miłosna pary robotników – dla fanek: młody Richard Gere, – która przemienia się w trójkąt i brutalnie kończy.

Killing Fields (1984) – mieliśmy już na mojej krótkiej majówkowej liście komedię, dramat i melodramat. Pora na historię autentyczną – niezwykle wzruszającą dodam. Opowiada ona o przejściach Sydneya Schanberga (świetny Sam Waterson), dziennikarza New York Timesa badającego sprawę amerykańskich bombardowań w Kambodży. Mamy więc krytykę amerykańskiej polityki zagranicznej, ciekawą historię… wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy do władzy dochodzą Czerwoni Khmerzy, a Schanberg musi ratować życie i… walczyć o wydostanie z kraju swojego tłumacza, którego jako inteligenta czekałby koszmarny los w kraju. Nie udaje się, dodajmy, i druga część opowiada o losach jego tłumacza w obozie pracy, ucieczce z niego i długiej, długiej drogi do wolności. Bardzo polecam, tym bardziej że aktorzy są świetni, a historia naprawdę poruszająca.

 

Łaskawie pomijam kiepski film, który mi się w międzyczasie przytrafił. Miłego oglądania!

 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box