Czytałem ostatnio manifest polskich futurystów, autorstwa Bruno Jasieńskiego (prześmieszny!) i zebrało mi się na próbę naszkicowania, co ja próbuję osiągnąć pisząc i czym to się różni od naszych "wielkich klasyków". Napisało mi się coś takiego:

Piszę książki w sposób, który uważam za ważny. Szybkie sceny, czas teraźniejszy. Otoczenie opisuję w najprostszy sposób – liczę na wyobraźnię moich czytelników. Ja snuję opowieść, ale to oni tworzą świat. Jestem przewodnikiem, oni oczami. Lubię sceny filmowe i opisywanie tylko tego co ważne. Nie piszę by umoralniać, opisuję to co widzę. Każda książka jest wyprawą w kierunku zrozumienia jakiegoś aspektu ludzkiej natury, ludzkiego zachowania. Może odkrycia jakiejś prawdy o społeczeństwie. Mam pomysł na zakończenie książki i początek. Nie wiem co zdarzy się pomiędzy. Pisanie, to moja wyprawa odkrywcza, która ma odpowiedzieć mi na pytanie: „Jak ten człowiek mógł skończyć w takim miejscu?”. Zaglądam w siebie i po pół roku już wiem. Objawia się przede mną jedna z możliwości.

Nie wierzę w polityczną prozę i nie wierzę w apolityczną. Nie staram się poprzeć żadnej ideologii, idei czy poglądu. Każde zdanie jest jednak polityczne. Piszę o młodych ludziach – to nieświadomy polityczny wybór. Piszę o alienacji i mam gdzieś polityczność rozumianą jako popieranie pewnych ludzi u władzy lub nie. Jednak sam fakt, że piszę o alienacji stawia mnie w jakimś miejscu i jest polityczny. Gdybym pisał skromnych problemach pań i panów w pewnym wieku, byłby to wyraz akceptacji zastanej rzeczywistości. Nie jestem taki pewien czy akceptuję zastaną rzeczywistość. Nie mam odpowiedzi, mam dużo pytań.

Kocham pisanie. Jestem pisarzem, a nie muzykiem czy reżyserem, bo wierzę, że są rzeczy, które można wyrazić tylko w poezji lub w prozie. Szedłem ostatnio ulicą i przebiegł koło mnie mały Azjata, posłaniec. Drobny i pełen nerwowej energii. Tuż po tym, gdy mnie minął poczułem lekki wiaterek, wywołany jego ruchem. Delikatność, lekki zryw i szybkie ustanie, znikomość tego podmuchu… Miałem poczucie, że cała istota tego człowieka została w nim wyrażona. Uświadomiłem sobie, że próba ukazania tego inaczej niż w tych paru zdaniach byłaby bardzo naciągana, bo wiatr ten był zbyt słaby by być widoczny, a uczucie zbyt subtelne by sięgnąć mięśni mojej twarzy. Książki, więc raczej przetrwają. Jak długo ludzie będą cenić delikatniejsze odczucia i drgnięcia duszy.

 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box