Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 93

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 93

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 93

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php5/lib/pear') in /wp-config.php on line 93
Nathanael West - Kronikarz Lat Trzydziestych | Maciej Rajk

Dzień szarańczy - Nathanael West

W dobrej literaturze cudowne jest to, że praktycznie wcale się nie starzeje. Przez przypadek można wykopać książkę sprzed osiemdziesięciu lat i absolutnie się zachwycić. Dokładnie to spotkało mnie, gdy wybrałem się do biblioteki w londyńskim Whitechapel. Włóczyłem się pomiędzy kiepsko zorganizowanymi rzędami książek (DeLillo był rozrzucony pomiędzy trzema sekcjami), aż wreszcie rzucił mi się w oczy „Dzień szarańczy” (ang. „The Day of the Locust”). Miałem wrażenie, że słyszałem gdzieś o tej powieści i zabrałem  błyszczący egzemplarz do domu. Książka okazała się prześmieszna, cudownie smutna i ironiczna. Używając słynniejszych pisarzy jako składników opisu, powiedziałbym, że to Raymond Chandler, zderzony z Salingerem, z domieszką Fitzgeralda i szczyptą Bukowskiego.

 

Nathanael West – Dwie powieści

Co warto przeczytać Westa? Tak naprawdę dwie powieści: „Dzień szarańczy” i „Miss Lonelyhearts”.  Pierwsza z nich widnieje na dwóch najsłynniejszych listach najlepszych stu anglojęzycznych powieści dwudziestego wieku: magazynu Time i Modern Library. Druga jest na liście „1001 powieści, które musisz przeczytać przed śmiercią”. Obie króciutkie, z reguły wydawane razem w jednej książce.

„Dzień szarańczy”, to historia grupki przegranych, albo jeszcze niewydarzonych mieszkańców Hollywoodu – statystów, klaunów, malarzy dekoracji… Przewijają się też przez nią Meksykanie, kowboje, zagubieni księgowi (słynny Homer Simpson – zbieg imion i nazwisk nie do końca jest przypadkiem). Marzące o karierze młode dziewczyny dorabiają prostytucją, bądź naciągając ściągających do Hollywood brzydali z pieniędzmi. Młodzi intelektualiści walczą o utrzymanie i podkochują się w rozwiązłych aktorkach, które traktują ich jako „przydatnych czasem znajomych”. W tle przewija się tłum turystów i emerytów, zastanawiających się czy harowali odpowiednio cały rok i  całe życie po to, by trafić do raju, który wcale nie jest cudowny. Wszyscy są wściekli, wszyscy zawiedzeni, a całość jest tragicznie śmieszna. Książka jest naprawdę niezła, ale…

„Miss Lonelyhearts” jest moim zdaniem o niebo lepsza i o niebo bardziej pomysłowa. Ta nowela (raptem dziewięćdziesiąt stron), oparta na genialnym pomyśle, opisuje rozterki młodego dziennikarza, odpowiedzialnego za kolumnę „porad życiowych” w lokalnej gazecie. Wepchnięty w to zadanie przez przypadek, eksperymentalnie, by sprawdzić czy pomysł się sprzeda, zostaje zbawicielem miasta, spowiednikiem tysięcy i… kompletnie sobie z tą rolą nie radzi. Wpada w „kompleks Chrystusa”, próbuje szukać zbawienia w kobietach, w piciu, w życiu na wsi… W prawdziwe kłopoty wpada jednak dopiero, gdy próbuje osobiście spotkać się z nadawcami listów.
Najwspanialszym fragmentem książki jest prawdopodobnie przemowa jego redaktora, wymieniającego całą serię „recept na życie” i wyśmiewającego każdą z nich: od religii, przez hedonizm, życie na wsi, życie dzikusa „mórz południowych”, narkotyki, aż po tradycyjne życie rodzinne. Jest to dziewiećdziesiąt stron znakomitej prozy, do której z pewnością niedługo wrócę.

Warto też zainteresować się jego pokręconym życiorysem, typowym dla młodych mężczyzn dorastających w dwudziestoleciu międzywojennym.

Nathanael West – Po co się uczyć?

Życiorys w telegraficznym skrócie…

West pochodził z bogatej żydowskiej rodziny (urodził się jako Nathanael Weinstein) i od urodzenia przysparzał swojej rodzinie licznych zmartwień. Kompletnie brakowało mu ambicji, ponadto nie był specjalnie moralny… Porzucił naukę jeszcze przed ukończeniem liceum i by dostać się na Tafts College  podrobił wypis ocen z matury. Dość szybko został zresztą z tej uczelni usunięty, ale nie dlatego, że wykryto jego oszustwo, tylko po prostu za słabe wyniki w nauce. Zaraz potem, postanowił wybrać się na słynny Uniwersytet Brown. Jak tego dokonał? Otóż znalazł studenta Tafts College o tym samym imieniu i nazwisku, po czym z jego indeksem radośnie zgłosił się na Uniwersytet Browna. Dodajmy, że manewr się udał.

Jako student nie uczęszczał na wiele wykładów, za to czytał dużo: Oskara Wilde’a, irlandzkich poetów, francuskich surrealistów i chrześcijańskich mistyków. Kompletnie ignorował ówczesną realistyczną literaturę amerykańską. Przezywano go „Pep”, ze względu na nędzną formę fizyczną i skłonność do zadyszki przy nawet najmniejszym wysiłku. Sam lubił opowiadać historię o tym jak kosztował swoją drużynę bejzbolową zwycięstwo w ważnym meczu – w ostatniej rundzie piłka frunęła prosto na niego, wystawił ręce by ją złapać, ale nie trzymał ich dostatecznie blisko i ta wyślizgnęła sie, trafiła go w czoło i potoczyła się w krzaki. Rozwścieczona widownia wdarła się na płytę stadionu. West salwował się ucieczką do pobliskiego lasu, gdzie ukrywał się, aż do nocy. Opowiadał później, że prawdopodobnie zostałby zabity, gdyby nie zdołal zbiec. Trudno nie zauważyć podobieństwa tej sceny do zakończenia jego najsłynniejszej książki „Dnia szarańczy”.

Nathanael West – Paryż, Hollywood i śmierć

Po studiach wyjechał na trzy miesiące do Paryża. W późnych latach dwudziestych jego bogata rodzina wpadła w finansowe kłopoty i nie mogła już dużej pozwolić sobie na utrzymywanie syna marzącego o pisarskiej karierze. Po tym przez krótką chwilę pracował w firmie budowlanej ojca i później jako kierownik rodzinnego hotelu, gdzie po nocach napisał swoją drugą najsłynniejszą powieść „Miss Lonelyhearts”.

Pierwszą powieść, dziś praktycznie zapomnianą, opublikował mając 28 lat, w 1931 roku. Zadawał się wówczas z takimi tuzami literatury jak poeta  William Carlos Williams, autor kryminałów Dashiell Hammett czy satyryk Sidney Perelman. Niedługo potem, szukając „prostszego stylu życia” kupił farmę w Pennsylwanii, ale nie wytrwał na niej długo i w 1933 roku przeniósł się do Hollywood. Jego powieści nie sprzedawały się dobrze, więc dorabiał pracując jako scenarzysta przy filmach klasy B (najsłynniejszy z nich to „Five Came Back” z 1939 roku).

Zmarł wraz ze swoją młodą żoną w wypadku samochodowym, pędząc na pogrzeb przyjaciela Francisa S. Fitzgeralda. W jeden weekend, literatura amerykańska straciła dwóch znakomitych pisarzy – gwiazdę lat trzydziestych i… wielkie odkrycie lat sześćdziesiątych. Co ciekawe, niecały rok wcześniej podpisał kontrakt ze słynną wytwórnią filmową RKO Pictures, znaną z takich filmów jak King Kong czy Obywatel Kane, i gdyby nie przedwczesna śmierć, dziś prawdopodobnie mówilibyśmy o nim przede wszystkim jako o słynnym scenarzyście.

Przypomniano sobie o nim w 1957 roku, kiedy wydawnictwo New Directions wznowiło serię jego książek. Lata sześćdziesiate odkryły w nim pierwszego pisarza, który obnażył miałkość i śmierć amerykańskiego snu. Do tego stopnia zaczął być z tym utożsamiany, że słynny brytyjski poeta W. H. Auden tą śmierć ideałów, wiary w romantyczną miłość, życiowe powołanie i utratę wiary w sens religii nazwał „chorobą Westa”.

Zachęcam do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box