Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 83
O szczęściu | Maciej Rajk - oficjalna strona pisarza

szczęście zawsze

…napisano już wszystko co możliwe. Pisał o tym Arystoteles, pisali założyciele wszystkich religii, każdy szanujący się guru czy pop-filozof od tego zaczyna swój nowy bestseller. W pewnym sensie zakładam, że nie napiszę tu nic nowego. Chcę po prostu wspomnieć o pewnym dziwnym elemencie powstrzymującym nas przed czuciem się dobrze, z którym zmagałem się latami (nie zdając sobie nawet z tego sprawy). Mowa tu o regułach.

Pozwolisz sobie?

 

Całe te moje przemyślenia wypływają z zabawnej rozmowy jaką miałem z pewnym marokańskim pisarzem w ostatnich dniach. Rozmawialiśmy o różnych aspektach tej pracy (pisania) i ja chwaliłem cudowną właściwość tego zajęcia tj. fakt, że mogę siąść, gdzie tylko zechcę, wyjechać gdziekolwiek i robić swoje, a on tymczasem… narzekał, że mało jest miejsc gdzie może pisać.

Opowiedział mi, że szuka właśnie jakiegoś biura do wynajęcia, bo w domu może pisać tylko, gdy wszystko jest w idealnym porządku – „Musi być odkurzone, w zlewie nie może być żadnych naczyń, muszę mieć z głowy odpowiedzi na wszystkie maile…” Słuchałem go z szeroko otwartymi oczami. Każdy, kto odwiedził moje mieszkanie w czasie pracy nad książką (no dobra, nie oszukujmy się, każdy kto w ogóle odwiedził moje mieszkanie) z pewnością miał okazję natknąć się na katastrofę ekologiczną w kuchni, rozrzucone po podłodze rzeczy itp. Oczywiście mam napady sprzątania, jednak żeby pisać potrzebuję kartki i długopisu, ewentualnie komputera – gdzie to wszystko stoi, wszystko mi jedno. Gdy wpadnę na pomysł potrafię wbiec do mieszkania, cisnąć wszystko na podłogę, jednym ruchem ręki zrzucić wszystko z biurka (nauczyłem się zestawiać rzeczy tłuczące się – chlip, chlip, ulubiony kubek..) i ruszyć do pisania.

Co to znaczy? Otóż nie mam wewnętrznej zasady, mówiącej że musi być czysto, żebym mógł pisać.

 

Co to ma do szczęścia?

szczęście to droga

Czy szczęście to umiejętność pisania w brudzie? Nie. (no dobra, dla pisarza, owszem) Rzecz w tym, że tak jak pozwalamy sobie na pisanie, tak pozwalamy sobie na szczęście. Większość z nas stawia sobie pewne warunki, które muszą być spełnione zanim pozwoli sobie czuć się szczęśliwym: muszę zarabiać tyle i tyle, muszę być w udanym związku, a w ogóle to będę szczęśliwy dopiero gdy dostanę awans (albo spłacę kredyt – 30 lat walki, uh…). Zupełnie jakbyśmy się bali, że gdy pozwolimy sobie na szczęście z tego co jest stracimy całą motywację do posuwania się naprzód.
Dodam, że sam byłem (a pewnie i chwilami nadal jestem) ofiarą tego typu myślenia. Tu powiem Wam dwie rzeczy – jedną smutną, a drugą wesołą. Smutna jest taka, że gdy osiągniemy to na co liczyliśmy, w naszym umyśle pojawi się nowy cel i znowu będziemy niezadowoleni. Przez 25 lat swojego życia byłem przekonany, że gdy opublikuję pierwszą powieść będę już zawsze szczęśliwy. Woda w kranie zamieni się w słodkie mleko, ptaki będą śpiewać serenady, a budzić się będę z Odą do radości na ustach. Hm… przez tydzień tak było, potem jednak pojawił się kolejny cel: sprzedać nakład. Potem: móc się utrzymywać z pisania. I tak… przeżyłem kolejne lata ze skwaszoną miną. Dopiero ostatnio poskładałem do kupy elementy szczęścio-zagadki. A banalny efekt to:

 

Możesz sobie pozwolić na szczęście już dziś

o szczęściu, reguły, radość, suckes, droga

Bla, bla, bla. Wiem. Paulo Coelho spotyka Grocholę i na spółkę z módl się, jedz i tańcz w deszczu biegną razem ku szczęściu i zachodowi słońca. Też tak na to patrzyłem (a czasami i nadal patrzę). Wydaje się, że gdy pozwolimy sobie na radość i szczęście to przestaniemy się starać. Odkryłem jednak, iż nic bardziej błędnego. Poklepywanie się po ramieniu za każde drobne osiągnięcie naprawdę wzmaga nasz głód osiągnięć i podnosi niebotycznie nas poziom szczęścia. Odkąd zacząłem się „mentalnie” nagradzać za każdą małą bzdurę (sok pomarańczowy, zamiast coli – dobra robota!) i pozwoliłem sobie na dobre samopoczucie i docenianie siebie moja produktywność wystrzeliła przez sufit.

Czemu? Otóż, doszedłem do wniosku, że jako ludzie nie bardzo jesteśmy w stanie znieść długotrwałe negatywne emocje. Gdy jest nam źle sięgamy po „umilacze” – telewizję, słodycze, alkohol, internet („coś śmiesznego na jutjubie”) – jak pisałem poprzednio, staramy się poczuć się znośnie. Słowem, jakoś z tej frustracji i tak staramy się wyczołgać. Tymczasem pozwalając sobie czuć się dobrze (nie muszę być milionerem, żeby czuć się świetnie) i uwalniając się z humoro-poprawiających-strat-czasu naprawdę dokonujemy dużo, dużo, dużo więcej. Niech dowodem będzie fakt, że przez ostatni miesiąc pracuję jak pies jako konsultant biznesowy, walcząc o dobry projekt biura pewnego banku, a jeszcze codziennie wieczorem jestem w stanie napisać taki oto artykuł. Kiedyś poprawiałbym sobie humor na jednej ze znanych wszystkim stron typu: demotywatory, bash, youtbe, kwejk czy co tam Was cieszy, rozchmurza i bawi.

Nie trzeba rezygnować ze swoich standardów, ale można przestać się cały czas unieszczęśliwiać.

Przebadaj się

 

Słowem warto zajrzeć sobie w duszę i odpowiedzieć na pytanie, gdzie sami sobie podstawiamy nogę. Jakie mamy wewnętrzne reguły, które muszą być spełnione zanim poczujemy się dobrze. Czy jeżeli jedziemy na wczasy i nie ma pogody, to musimy być wściekli? Czy jeżeli nie jesteśmy super-bogaci, to musimy harować i bić się po łapkach? Chyba nie. Polecam poklepanie się po ramieniu parę razy, pozwolenie sobie na dobry humor i… sprawdzenie czy czasem nie robimy więcej (faster, stronger i takie tam).

PS Tymczasem szczęśliwym – jak widać na pierwszym obrazku – można być nawet pięć minut po wypadku samochodowym ; )

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box