Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 83
Maciej Rajk - oficjalna strona pisarza, felietonisty, podróżnika.

 

Janusz Głowacki wyprodukował właśnie kolejną książkę. Mój były sąsiad – obecnie sąsiad mojego pustego, warszawskiego mieszkania – postanowił pójść z duchem czasu i oddać się pasji recyklingu. Jako, że jednak na skrzyżowaniu Sowiej i Bednarskiej, stoi od lat ledwie jeden pomarańczowy pojemnik na wszelkie odpadki i o segregacji odpadów fizycznych nie ma mowy, za cel obrał sobie odpadki literackie. A konkretnie zapisane stronnice, odrzuconych przez Andrzeja Wajdę podejść do scenariusza „Wałęsy – człowieka z nadziei”. Scenariusz pisał pan Głowacki, bo to wszechstronnie uzdolniony człowiek jest.

 

Celem pana Janusza, w przeciwieństwie do większości recyklujących, nie jest uratowanie planety. Celem pana Janusza nie jest też (tym bardziej?) uratowanie polskiej literatury.

Pan Janusz, jak sam przyznaje, nie napisał nigdy niczego, z innego powodu niż z żądzy zysku.

Continue reading »

Tagged with:
 

"Spowiedź selekcjonera" już dostępna w formacie PDF – wystarczy kliknąć w zdjęcie poniżej i… prezent świąteczny gotowy. 🙂

Spowiedź selekcjonera

 

 

Wszystkich interesuje to jak się poznaliśmy z Marcinem Twardowskim. Pytał nas o to Marcin Prokop w Dzień Dobry TVN, pytał Tomasz Kammel w Pytaniu na Śniadanie. W klubie? Na jakiejś imprezie? Skąd w ogóle pomysł na książkę?! O, tak… Skąd wziął się pomysł na książkę też interesuje wszystkich.

Spowiedź selekcjonera – Poznajcie się

A poznaliśmy się w Pure Sky Club, w Warszawie, przez wspólnego przyjaciela. Marcin nie mógł na mnie trafić w bardziej idealnym momencie. Parę dni wcześniej odszedłem z pracy, by promować swoją trzecią książkę i napisać powieść, którą roboczo nazwałem „Polska” i której napisałem raptem parę stron w tamtym okresie (1 & 2). Chwilowo jednak chciałem dać sobie chwilę wolnego. Słowem, miałem czas.

 

Siedziałem przy stoliku z dziewczyną i wspomnianym przyjacielem, kiedy podszedł do nas przywitać się do nas elegancki facet po trzydziestce.

Kolega nie owijał w bawełnę:

– Marcin, chcesz napisać książkę o Cynamonie. To jest pisarz.

Przywitaliśmy się i po chwili już słuchałem o planach Marcina. Widać było, że od dawna chce coś ze swoimi wspomnieniami zrobić, ale czy to ma być historia klubu, jego biografia, książka pełna celebryckich skandalów…? Tu jasności nie było.

 

Przyjąłem to wszystko dość spokojnie. Jak każdy „piszący” przyzwyczaiłem się do tego, że każdy ma mi do opowiedzenia „najbardziej niezwykłą historię w dziejach ziemi, Polski i pobliskiego wszechświata”. Słucham, a potem z reguły uprzejmie kiwam głową. Poza tym kategoria „biografia celebryty” jest chyba najgwałtowniej omijaną przeze mnie we wszystkich księgarniach.

 

Continue reading »

 

spowiedz

Jak wszyscy wiedzą, skrobałem od kwietnia historię Marcina Twardowskiego – byłego selekcjonera klubu Cinammon w Warszawie, modela i generalnie ciekawego człowieka. Chwaliłem się jednym z pierwszych fragmentów parę miesięcy temu, a teraz tekst jest już gotowy. Będziecie mogli wesprzeć wydanie tej książki – niedługo podzielę się szczegółami!

 

Poki co, zapraszam do lektury początku.

 
 
"Moja historia… To i tak cud, że pamiętam tak dużo.
 
Miałem cztery matki i czterech ojców. Tak mi się wydaje, choć mogłem kogoś pominąć. Jednych rodziców miałem krócej, innych trochę dłużej. Geny przekazali mi na polskim wybrzeżu marynarz z Świnoujścia i piękna pracownica hotelów Orbis. Wychowanie odebrałem od naszych emigrantów w Kanadzie i jednej zirytowanej polskimi mężczyznami Kanadyjki niemieckiego pochodzenia. A gdy jako nastolatek miałem wylądować na bruku, przygarnęła mnie para Kanadyjczyków.
 
Biorąc pod uwagę moje początki, nie można się specjalnie dziwić temu, jak wielki mętlik miałem w głowie, wkraczając w dorosłość. Ten brak tożsamości przegonił mnie przez Polskę, Kanadę, Kajmany, Anglię, Włochy i Hiszpanię, przez zawody kucharza, kelnera, tancerza erotycznego, modela, selekcjonera, organizatora imprez, gwiazdeczki telewizji, sprzedawcy i okazjonalnie dilera. Teraz, jak się zdaje, wepchnął mi pióro w dłoń i uczyni ze mnie pisarza. Powiedzmy… opowiadacza.
 
To coś, ta pustka w środku, ten chaos, popchnęły mnie w ramiona dziesiątek kobiet, objęcia krupierów i „przyjazne” dłonie dilerów. Próbując zrozumieć, co robię na tej planecie, wygrałem setki tysięcy i przepuściłem miliony. Zaciągnąłem więcej długów, niż kiedykolwiek będę w stanie spłacić. Wciągnąłem więcej koksu, niż ludzkie ciało powinno być w stanie wytrzymać. Narobiłem sobie więcej wrogów niż Adam Gessler, a gdy ta książka ujrzy światło dzienne, pewnie jeszcze paru mi przybędzie. Nie wrzucono mnie jeszcze do Wisły w obuwiu firmy Lafarge ani nie zakopano w Lesie Kabackim, ale zdarzały się chwile, gdy ta perspektywa wydawała się dość realna. Amerykanie mówią, że takie życie to palenie świeczki z obu stron. Ja swoją świecę polałem benzyną i cisnąłem do mikrofali. Żyję na pożyczonym czasie, na pożyczonych pieniądzach i o mglistej nadziei.
 

Continue reading »

 

krótkie małżeństwo

Powieść biograficzna, którą właśnie kończę pisać trafiła do poprawek, także miałem czas popracować nad projektem powieści, którą mam nadzieję skończyć do końca tego roku. Mieliście już szansę przeczytać jej pierwszy rozdział, teraz jeszcze jeden fragment. Można go właściwie czytać jak opowiadanie. 

Przy okazji przepraszam za małą aktywność na blogu! Pochłonął mnie biograficzny projekt. Poza tym miałem przyjemność pisać artykuły do paru magazynów (będę się chwalił).

Opowiadanie poniżej, miłej lektury!
Maciek Rajk

 

 

"Moja babcia była mężatką przez dokładnie siedemdziesiąt trzy sekundy. W chwili słabości oddała się dyrektorowi teatru, w którym grała jako młoda aktorka. W jej brzuchu natychmiast zaczął kiełkować mój tata. Rozpacz była wielka. Jej i rodziny.

– Co ja narobiłam najlepszego!?

– Taka młoda! On taki stary…

Przyciśnięta przez rodziców, zgodziła się jednak wyjść za Franciszka Randke. Ślub był zaplanowany na 18-tego września. Pech chciał, że był to rok, w którym Niemcy wkroczyli do Polski. Niemniej jednak ślub miał się odbyć. Postanowienia nie zmieniła nawet inwazja Związku Radzieckiego, w wigilię uroczystości.

– Brzuch ci córuś rośnie, nie maleje. Idziesz do ołtarza, choćbym miała cię przed bagnetem prowadzić! – perorowała jej matka, a moja prababcia, stukając przy tym nerwowo stopą o podłogę.

– Córuś, kochanie, zwłaszcza teraz, jak jest wojna, mąż się przyda. A z Niemieckim nazwiskiem, w tych czasach, to już skarb – przekonywiała.

– Gdyby dziadek żył jeszcze… Za Niemca wychodzić…

– Ale nie żyje! Zresztą jak się przed Niemcem wypina, to potem się wychodzi.

Continue reading »

Tagged with: