wolnosc samodzielnosc odwaga sprobuj

Pracując w ostatnich tygodniach długie godziny jako konsultant, co parę dni nie mam czasu, ani siły by napisać nowy artykuł (a obiecałem sobie wrzucać jeden dziennie, przynajmniej przez pierwszy miesiąc istnienia tej strony). Zmusza mnie to do poszukiwania starych rzeczy, które napisałem i… jest ciekawą wycieczką w przeszłość. Jedyny czas, bowiem kiedy regularnie pisałem coś na komputerze i czego ślady zostały do dziś to początek 2007 roku, kiedy powoli zbliżałem się do końca studiów (byłem na czwartym roku) i powoli dojrzewałem do decyzji o rozstaniu się z dziewczyną, z którą spędziłem wcześniejsze trzy i pół roku.

Niezwykłe jest dla mnie jak bardzo ten czas, który mógł być dla mnie wspaniały… był bardzo trudny. Źródłem tego były liczne dylematy, które w skrócie można sprowadzić do: chcę być pisarzem, nie wiem czy będę się z tego w stanie utrzymać, a rodzice (którzy mnie jeszcze wtedy utrzymywali) byli mocno przeciwni idei. A raczej uważali, że jak będę w stanie to połączyć z karierą – małe hobby na boku – to OK, a jak nie, to jest to zły pomysł.

Gdybym miał wtedy więcej pewności siebie, więcej odwagi pewnie dużo wcześniej podjąłbym próbę napisania czegoś poważniejszego. Co ważniejsze: zamiast zastanawiać się, analizować problem do upadłego, wziął bym się do roboty. Napiszę o tym pewnie jeszcze nie raz, jednak podkreślę to i tu: musimy próbować, musimy pozwolić sobie popełniać błędy i nikt inny poza nami nie może nam zakazać, bądź pozwolić jakie działania podejmiemy.

Jeżeli ktoś, kto to czyta ma dzieci mam prostą radę: pozwól im spróbować, nie sprzeciwiaj się. Jeżeli Twoje dziecko chce spróbować kariery muzyka, są dwa wyjścia: albo okaże się, że ma szanse to osiągnąć albo polegnie i zrezygnuje. Obie opcje są dobre. Jeżeli sprzeciwiamy się naszemu dziecku, to ono po pierwsze nas znienawidzi, po drugie bez względu na swoją decyzję będzie nieszczęśliwe. Jeżeli nie spróbuje, będzie żałować do końca życia i już zawsze winić swoich rodziców (i pogardzać sobą za brak odwagi i asertywności), a jeżeli spróbuje to dużo, dużo czasu minie zanim uda się nareperować rodzinne stosunki. Generalnie jednak jako rodzic powinieneś(aś) modlić się, żeby spróbował(a). Będzie dużo szczęśliwsza i pewniejsza siebie.

Ucz się na błędach

sprobuj porazka nauczyciel

Wszyscy popełniamy błąd, myśląc że porażka odbiera nam pewność siebie. To nie prawda. A jeżeli tak się dzieje, to tylko tymczasowo, do momentu aż wyciągniemy wnioski. To co naprawdę odbiera wiarę w siebie, radość życia i spokój ducha to powstrzymanie się od działania ze względu na obawy, opinię innych… Krótko mówiąc ze względu na strach. Porażka to niezwykły i cierpliwy nauczyciel. Zauważyłem u siebie ciekawą cechę ostatnio: im więcej podejmuję trudnych prób, tym lepiej się ze sobą czuję i tym rzadziej ze wstydem mówię o niepowodzeniach. Raczej z entuzjazmem opowiadam o tym czego się ostatnio nauczyłem. To bardzo zdrowe spojrzenie i dodający sił paradygmat. Słowem: zachęcam do działania!

PS Poniżej mój wpis z bloga, który chciałem tu po prostu wkleić z krótkim komentarzem, zamiast czego napisałem powyższy artykuł. To w sumie też jest lekcja: gdy już zmotywujesz się, by zacząć nieraz nawet nie zauważysz, gdy skończysz i osiągniesz to o czym nawet ci się nie śniło.

"Drogi dziadku,

nie żyjesz od 11 lat. Pamiętam Cię jednak bardzo dobrze. Myślę o Tobie czasem. To daje złudzenie Twojej dalszej egzystencji. Byłeś najważniejszą osobą w moim dzieciństwie, moim wychowawcą. Dzisiaj, kiedy zastanawiam się jaką drogą pójść w życiu, myślę o Tobie, pytam Cię o radę. Wiem jednak, że bardzo się różnimy i raczej nie zgodziłbym się z Twoją radą. Twoja obecność w moich myślach daje mi jednak ufność, że sam dokonam najlepszego wyboru. Zawsze bowiem wierzyłeś we mnie i uważałaś, że stać mnie na wiele.
Zastanawiam się jaką drogą pójść. Którą drogą. Jest ich wiele przede mną, a jako jedynak jestem silnie naciskany przez rodziców. W dość perfidny sposób. Pokazują co im się podoba nie naciskając na wybór, a jednocześnie krzywiąc się gdy słyszą coś nie po ich myśli, niezgodnego z ich wyobrażeniami. Pytanie na dziś, to czy umiem oderwać się od ich oczekiwań i czy powinienem. Myślę, że powinienem, może biorąc pod uwagę ich rady, jako osób dojrzałych. A może nie powinienem? Może to fatalny pomysł, bo wyznajemy zupełnie inne systemy wartości? Czy tak zupełnie inne? Czy nie jest trochę tak, że dziś buntuję się przeciw temu co oni wyznają? Czy nie jest tak, że oceniam innych raczej podług ich wartości niż moich? Cenię sukces materialny, a to wypływa wyłącznie z ich wartości, nie z moich.

Myślę. Pragnę być pisarzem. Pragnę jednak też ożenić się, mieć dzieci i być niezależnym finansowo od rodziców. Niezależność finansowa jest konieczna. Znienawidziłbym siebie będąc przez nich utrzymywany. Już teraz ciężko to znoszę, a nie skończyłem jeszcze studiów.
Co powinienem zatem zrobić, by móc pisać i jednocześnie mieć pieniądze na życie? Mogę po studiach pracować w działach HR, ale czy nie będzie to nazbyt absorbujące? Czy starczy mi wówczas inwencji, kreatywności, energii na pisanie? A gdzie w tym wszystkim znajdę jeszcze czas na dzieci? Na żonę? Na rodzinę w skrócie. Gdzie będzie jakaś chwila wytchnienia? Czy chęć zostania pisarzem nie prowadzi zawsze do samotni? Do odcięcia od rodziny? Może nie, jeżeli tylko to robisz. Ale jeśli to zajęcie nr 2? Kiedy mam widzieć żonę i dzieci? 10 godzin pracy, potem 2 godziny pisania i kiedy odpoczynek, kiedy rodzina?!

To wszystko to bardzo trudne pytania. Nie mam ambicji bycia kosmicznie bogatym, choć spełniłoby to dużą część moich ambicji, byłoby to jakieś dorównanie rodzicom. Ale czy warto rezygnować z marzeń w imię wyścigu z rodzicami?? Na pewno nie. Choć wymaga wielkiej odwagi wyłączenie siebie z tego wyścigu. Wyścigu o prestiż, szacunek. Jak wielkie to wyrzeczenie dla takiego "złotego dziecka" jak ja, na które zawsze liczono, któremu prognozowano 100tysięcy rodzajów sukcesu… Siedzę teraz i snuje te rozważania, szukam wyjścia. Szukam kompromisu, ale z pisaniem chyba nie ma kompromisów. Jak mówili dawni mistrzowie – to okrutna muza. I choć czuję się śmiesznie myśląc o sobie jak o potencjalnym "wielkim pisarzu", czuję że to bufonada – gorzej, ten tekst zakrawa na grafomanię! – to przeraża mnie myśl, że zrezygnuję z pisania, a za 30 lat dopadnie mnie rozpacz i zrozumiem dla jakiej marności, dla jakich złudnych złotych cielców, success itp. zrezygnowałem z największej radości mojego życia. Trzeba mi próbować znaleźć drogę. Skupić się na dniu dzisiejszym i walczyć, wlec te dwie potężne, mamucie sroki za ogoni zobaczyć jak daleko je zaciągnę. Kiedy sroka pisarstwa zacznie dawać na tyle duże jajka, że drugą srokę z ulgą będę mógł porzucić na poboczu. Kiedy dosiądę tej jednej cholernej sroki, zamiast targać ją za sobą. Kiedy to ona będzie mnie nieść…
Tymczasem powalę jeszcze głową w ścianę i pomyślę. Wybiorę. Zdecyduję."

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box