Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 86

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 86
Przyznaj się do błędu | Maciej Rajk - oficjalna strona pisarza

 

przyznaj się do błędu

Ludzie nie lubią przyznawać się do błędów. Chcą uchronić dobrą opinię o sobie, wybielić wizerunek, uchronić się przed krytyką… Powody są różne. Wszyscy znamy osoby, które wobec najoczywistszych faktów będą zaprzeczać, kręcić, a nawet twierdzić, że od początku mówiły coś dokładnie przeciwnego, niż rzeczywiście to miało miejsce. Zdaje się, że tylko tak potrafią zachować dla siebie szacunek.

Jest to o tyle ciekawe, że trudno o lepszą metodę wzbudzenia u ludzi szacunku do nas niż… właśnie przyznanie się do błędu. Zdolność do otwartego mówienia o własnych pomyłkach świadczy o zdrowym poczuciu własnej wartości, pewności siebie, zdolności do obiektywnego spojrzenia i szczerości. Takie działanie sprawia także, że ludzie nabierają do Ciebie zaufania. Jeżeli potrafisz przyznać się do błędu, to znaczy, że w przyszłości nie będziesz zrzucał winy na innych. Oznacza to także, że dobro organizacji, grupy, firmy, jest dla Ciebie więcej warte niż własne wyobrażenie o sobie, ważniejsze niż Twoje ego.

Poczucie własnej wartości

 

Mam w bliskiej rodzinie osobę, która po prostu nigdy nie przyznaje się do błędu. Jest to wspaniały człowiek, pracowity, uczynny, przyjemny… a jednak gdy przychodzi do powiedzenia: „tak, nie mam racji”… koniec. Nie ma szans. Latami rozważałem co może być przyczyną. Wreszcie dotarło do mnie, że problemem jest tu stawianie znaku równości między posiadaniem racji, a własną wartością. Trzeba uważać jakie standardy się sobie wyznacza. Wyznawanie motta: „Wartościowy człowiek nie popełnia błędów.” to nie tylko recepta na wypieranie się winy, ale i na bardzo stresujące życie. Błędów nie popełniają tylko maszyny i niemieccy inżynierowie.

 

Z jakiegoś powodu, jako ludzie cały czas przywiązujemy poczucie własnej wartości do jakiś zewnętrznych czynników: własnego wyglądu, efektów własnej pracy, zarobków, wyglądu naszej drugiej połówki… Może jest to po prostu ludzka rzecz, ale wiadomo też, że mamy nad tym pewną kontrolę: to od naszych wartości zależy co jest dla nas ważne. Niektórzy z nas czują się dobrze tylko, gdy zarabiają pewną sumę pieniędzy miesięcznie, inni musza się uważać za dobrych rodziców, bądź być zdrowi. Może tylko mnisi buddyjscy potrafią się od tego uwolnić – jedno jest pewne, trudno o gorszy wybór na lokatę naszego poczucia własnej wartości niż „posiadanie racji”, bądź „nieomylność”. Uczyni z nas to zestresowanych, kłótliwych i bojących się ryzyka ludzi. Nie warto.

 

Poczucie własnej ważności

 

Przyznanie się do winy, przyznanie komuś racji jest czymś o czym marzą wszystkie osoby piastujące funkcje związane z władzą. Nie wiem czy to stoi za ich wyborem kariery, ale policjanci, strażnicy miejscy, nauczyciele, ochroniarze w klubach, kontrolerzy biletów… Wszyscy Ci ludzie kroczą przez życie, szukając błędów do wytknięcia. Jeżeli będziesz się z nimi kłócił, zrobią wszystko, żeby wygrać, żebyś poniósł konsekwencje. Gdy tylko powiesz: popełniłem błąd, przyznaję się! Wytrącasz im broń z ręki. Czują się ugłaskani i szczęśliwi.

Idealnym przykładem jest tu mój ojciec, który płaci chyba jeden mandat, na pięć zatrzymań (niestety foto radary nie muszą czuć się ważne i wydatki na mandaty znacznie wzrosły w budżecie domowym, moich rodziców). Jak tylko wychodzi z samochodu, już od drzwi woła: „Wiem! Jechałem za szybko! Nie mam żadnego usprawiedliwienia! Złapali mnie panowie!” Policjanci baranieją. Gotowi do walki, do argumentacji, nagle czują się uspokojeni i docenieni (mówi, że go złapaliśmy!).

 

To działa

 

Sam korzystałem z tej metody setki razy. Dziwnie zresztą czuję się nazywając to metodą – mówienie otwarcie o swoich błędach jest dla mnie zupełnie naturalne. Wiem, że jestem człowiekiem i wiem, że nie jestem wszechwiedzący. Nie ma ideałów. Wiem, że jutro wstanę z łóżka i prawdopodobnie już  w ciągu pierwszego kwadransa coś zawalę. Może przypalę jajecznicę? Może zapomnę ładowarki komputera do pracy? Może prześpię budzik? Akceptuję to jako część życia.

I żeby była jasność: nie lubię się mylić, cieszy mnie gdy mam rację, bądź wykonam coś bezbłędnie. Mało mnie jednak rusza, gdy tak się nie dzieje. Bardziej interesuję się naprawieniem sytuacji niż znalezieniem winnego. Wreszcie: czy nie lepiej usłyszeć krytykę z własnych ust niż z cudzych? Polecam to relaksujące podejście. Nie mówiąc już o tym, że jakakolwiek droga ku poprawie może się zacząć od przyznania się do pomyłki.

 

PS Zdjęcie udostępniam tradycyjnie dzięki uprzejmości WikiMedia. Przedstawia oczywiście konfesjonał. Co byśmy nie myśleli o kościele katolickim, jedna idea jest genialna i prosta: przyznaj się do winy, poczujesz się lepiej.

 

PSPS Dodatkowa genialność tego rozwiązania jest taka, że to nieważne czy potrafisz wybaczyć sobie swój błąd. Ważne, że Bóg Ci go wybacza. A gdy Bóg wybacza, to już musisz sobie odpuścić. 😉

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box