miłość i inne pajęczyny

Jest takie jedno pytanie, które dosłownie potrafi ugotować mi mózg: o czym są twoje ksiażki? W stronę ośrodka mowy biegnie tysiąc odpowiedzi i wszystkie zderzają się w korytarzu. W rezultacie z ust nie wychodzi nic. Cisza. „Eee… eee… jedna jest… eee….” Wreszcie wypracowałem jedno zdanie zbywające temat: „Pierwsza to taki… anty-romans, a druga o jest rywalizacji braci, z piłką nożną w tle.” Cóż za nędzna odpowiedź! Nie czuję się jednak komfortowo rozszarpując swoją klatkę piersiową i ukazując wnętrzności przed pierwszą z brzegu osobą, którą właśnie poznałem – a to takie właśnie postaci zadają te pytania, przyjaciele i znajomi w większości bowiem zażyli lektury. Pora jednak wybić mostek i pokazać trochę mięsa i serca.

 

Upór i poszukiwanie

 

Moje ksiażki są o ludziach starających się poruszać swoją ścieżką, podczas gdy całe otoczenie próbuje ich z niej zepchnąć. W sumie to dość przerażające wykonać trzy kroki do tyłu i to odkryć. Pisarz może być ślepy na swoje obsesje, jak nie przymierzając kret na grzbiecie nietoperza.

Wszystkie trzy ksiażki są inne. Inny jest wiek bohatera, różny jest poziom determinacji… trudno powiedzieć, czy któryś osiąga sukces, kluczowym jednak dla ich szczęścia jest podążanie swoją drogą. Wspomniane otoczenie może być głosem rozsądku, może być inteligentniejsze, bardziej racjonalne, ale to nie ma znaczenia, bo poza swoją drogą jednostka nie ma właściwie nic. Otoczenie (trzymajmy się tego terminu) szafuje racjonalnością i „opamiętaniem”, jednak pod powierzchnią kryje się ich interes, nieufność, strach przed kimś kto ma odwagę, kto słucha swojego wewnętrznego głosu. Bohater wydaje się bez szans, ale…

….w każdej powieści pojawia się też… zbawcza postać. Ktoś, kto towarzyszy naszemu bohaterowi tylko przez chwilę, ale wzmacnia go, wlewa mu ołów w kręgosłup – musisz wierzyć, nie jesteś wariatem, nie poddawaj się. Kolejno: transwestyta, dziadek i kierowca tira. Pomoc przychodzi z nieoczekiwanej strony.

To nie jest oczywiście wszystko. Książka, siłą rzeczy, jako stworzony świat, dotyka tysięcy innych problemów, jednak to jest klucz: walka jednostki, o swoje „ja” z tłumem, z silniejszym „innym”. Walka, którą można wygrać tylko rzucając się na oślep przed siebie. Bez większej nadziei, tylko dlatego, że inaczej się nie da – jeżeli nie chcemy zdradzić swojej (słowo niefortunne nadchodzi) „duszy”.

 

Kryzys

 

Co jeszcze? Nie traktuję swoich głównych bohaterów za dobrze. Wrzucam ich w sytuacje wymagające od nich decyzji. Rzucają ich kobiety, szantażują ciążami, łamią sobie nogi, tracą palce, są wypychani z okien… Każda powieść doprowadza ich jednak do ważnego przełomu: do odkrycia wartości bliskich osób, odwagi do ruszenia właściwą drogą, pogodzenia się z klęską (ale bez rezygnacji).

Lubię swoich bohaterów. Za każdego dałbym się posiekać. Pisząc każdą z książek życzyłem im dobrze, ale jednak rzucałem im kłody pod nogi, a raczej… pozwalałem ich cechom charakteru wpędzić ich w kłopoty.

 

Różnice

 

Przede wszystkim styl. Od eksperymentalnego czasu teraźniejszego i pierwszej osoby w „Miłości i innych pajęczynach”, przez mieszankę czasu przeszłego i teraźniejszego w pierwszej osobie w „Braciach”, aż po bardziej klasyczną formę w trzeciej powieści (jeszcze bez nazwy!) – trzecia osoba, czas przeszły.

Po drugie, jak już mówiłem wiek głównego bohatera. Pierwszy jest niedługo po studiach i błąka się w niezdecydowaniu, w czasie kiedy… niejako jest to w naszej kulturze zrozumiałe. Drugi od najmłodszych lat wie czego chce, jednak jako pozbawiony mocy sprawczej (nasza kultura nie pozwala dzieciom i nastolatkom podejmować suwerennych decyzji) szamocze się, walczy z silniejszym otoczeniem. Ostatni wreszcie, to ktoś kto poszedł bezpieczną drogą, posłuchał otoczenia, poświecił swoje „ja” i w wieku trzydziestu paru lat, zbiera żniwo tej zdrady. Zrywa kajdany i rzuca się do ucieczki. Przerażony jak karaluch, po włączeniu światła.

 

Amen.

 

Może piszę o tym, bo sam szukam odwagi, by zostawić swoje groszorobne zajęcia i poświęcić się wyłącznie pisaniu? Opór otoczenia znam – delikatnie mówiąc – z autopsji.

Chyba chcę dać siłę sobie i każdej osobie, która znajdzie się w podobnej sytuacji, bo wiem jaką ilość cierpienia można samemu sobie przysporzyć, zdradzając swoje marzenia. Nie, to nie Paulo Coelho – w tych książkach nie ma lekko.

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box