saul bellow herzog dar humboldta

Jest to jeden z moich ulubionych pisarzy. Obok Henry Millera i Philipa Rotha, być może numer trzy. Odkryłem go… przy okazji jego śmierci. W magazynie Forum, przeczytałem intrygujący artykuł, pamiętam, że jechałem gdzieś pociągiem, chyba z okazji majówki w 2005 roku. Zdecydowałem się sięgnąć po jakąś jego powieść.

Trafiło na „Herzoga”. Chwyciło.

 

Saul Below wypiera prawdziwych mężczyzn

W krótkim czasie Below wyleczył mnie z dzikiej fascynacji Hłaską, Hemingwayem, Kosińskim i Bukowskim (no, może nie do końca). Zachęcił mnie do czytania bardziej delikatnych, gawędziarskich powieści. Mniej męskich i mniej mocnych, ale w jakiś sposób głębszych i bardziej wartościowych, dotykających spraw duchowych, naszej egzystencji. To po nim przyszli Hesse i Roth

Jego przepełnione powieści, przesycone atmosferą imigranckiego Chicago, przypominają niektóre powieści Philipa Rotha. Błąka się w nich jednak więcej podejrzanych typów i autor darzy swoje postaci zdecydowanie większą sympatią – to narrator wydaje się sobie śmieszny, nieporadny, nadmiernie wrażliwy i naiwny.

Bohaterowie Belowa generalnie często dają się nabrać – czy to Citrine w „Darze Humboldta”, czy tytułowy Augie March czy Herzog. Ich wiara w ludzi, ale też skupienie na swoich wewnętrznych stanach nie pozwala im dostrzec twardych interesów tego świata. Swoją ślepotą, przyciągają najgorsze typy, ale… wzbudzają też w nich sympatię, instynkt opiekuńczy i generalnie rzadko wychodzą bardzo źle na swoich poczynaniach.

 

Saul Below i ja

Saul Below zrósł się z moim życiem. „Hendersona, boga deszczu” zacząłem czytać jako prawiczek, a skończyłem po swoim pierwszym przeżyciu. „Przygody Augie Marcha” czytałem przez najnudniejszy miesiąc drugiego roku studiów, kiedy z całego serca miałem chęć rzucić socjologię w cholerę. „Korzystaj z dnia”, czytałem rozstając się ze swoją pierwszą miłością. „Planetę pana Sammlera”, przeczytałem na krótko przed napisaniem pierwszego opowiadania, z którego byłem zadowolony (zamieszczone w „Miłość i inne pajęczyny”, „Uściśnij dłoń”), a „Dar Humboldta” pochłaniałem w pierwszych miesiącach po odejściu z pracy w magazynie „Office”, objeżdżając Polskę z „Braćmi”.

Ostatnio, „Stan zawieszenia”, towarzyszył mi przy planowaniu roku 2013.

Below nie przestaje mnie zachwycać. Nie znam wielu innych pisarzy, którzy z takim wdziękiem wplatają w powieść złożone idee, delikatne uczucia (może Mann? Może Hesse?), łącząc je z wspaniale oddanym światem miejskim (Roth?) i z nieraz całkiem sensacyjną akcją. Gdbybm mógł wskrzesić dziesięć osób, z całego tłumu ludzkich zmarłych, Below byłby jedną z tych osób, z którą chciałbym porozmawiać – może zjeść mały pośmiertny lunch?

Slowem, myślę, że można wybrać gorszego pisarza i gorsze powieści, na towarzysza naszej krótkiej podróży przez życie.

Na początek polecałbym chyba „Dar Humboldta”, a dla osób lubiących głęboką autoanalizę „Herzoga” lub „Stan zawieszenia”. 

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box