Wszystkich interesuje to jak się poznaliśmy z Marcinem Twardowskim. Pytał nas o to Marcin Prokop w Dzień Dobry TVN, pytał Tomasz Kammel w Pytaniu na Śniadanie. W klubie? Na jakiejś imprezie? Skąd w ogóle pomysł na książkę?! O, tak… Skąd wziął się pomysł na książkę też interesuje wszystkich.

Spowiedź selekcjonera – Poznajcie się

A poznaliśmy się w Pure Sky Club, w Warszawie, przez wspólnego przyjaciela. Marcin nie mógł na mnie trafić w bardziej idealnym momencie. Parę dni wcześniej odszedłem z pracy, by promować swoją trzecią książkę i napisać powieść, którą roboczo nazwałem „Polska” i której napisałem raptem parę stron w tamtym okresie (1 & 2). Chwilowo jednak chciałem dać sobie chwilę wolnego. Słowem, miałem czas.

 

Siedziałem przy stoliku z dziewczyną i wspomnianym przyjacielem, kiedy podszedł do nas przywitać się do nas elegancki facet po trzydziestce.

Kolega nie owijał w bawełnę:

– Marcin, chcesz napisać książkę o Cynamonie. To jest pisarz.

Przywitaliśmy się i po chwili już słuchałem o planach Marcina. Widać było, że od dawna chce coś ze swoimi wspomnieniami zrobić, ale czy to ma być historia klubu, jego biografia, książka pełna celebryckich skandalów…? Tu jasności nie było.

 

Przyjąłem to wszystko dość spokojnie. Jak każdy „piszący” przyzwyczaiłem się do tego, że każdy ma mi do opowiedzenia „najbardziej niezwykłą historię w dziejach ziemi, Polski i pobliskiego wszechświata”. Słucham, a potem z reguły uprzejmie kiwam głową. Poza tym kategoria „biografia celebryty” jest chyba najgwałtowniej omijaną przeze mnie we wszystkich księgarniach.

 

Spowiedź selekcjonera – Daj mu szansę!

 

Niemniej jednak uznałem, że warto się spotkać. Różnych ludzi w życiu poznałem, a Marcin zrobił na mnie wrażenie kogoś z pasją i z głową na karku. Ta kombinacja z regułoy w życiu wystarcza.

 

Dwa dni później przyspacerowałem z dyktafonem.

– Nie wiem od czego zacząć… – westchnął Marcin, gdy już rozsiedliśmy się w fotelach.

– To może od początku? – zasugerowałem i było to jedno z nielicznych zdań, jakie wypowiedziałem przez najbliższe półtorej godziny. Marcin wylał z siebie pierwsze dwadzieścia pięć lat swojego życia.

Gdy wreszcie zakończył zdaniem:

– Dziś to chyba nie mam więcej czasu…

… zrozumiałem, że coś z tego będziemy w stanie zrobić. Nie wszystko co mi opowiedział było fascynujące – wiadomo, trudno nam ocenić co jest ciekawe w naszym własnym życiu, – ale szybko zrozumiałem, że pod pokładem „historii rodzinnych” znajdę prawdziwe perełki. Nadal nie byłem przekonany czy to coś, co chcę opisać, ale… umówiliśmy się na następny dzień.

 

Spowiedź selekcjonera – Historie jak z Dostojewskiego

 

Po tygodniu dopiero zrozumiałem, że ja tą historię muszę opisać. Marcin pokazał mi świat hazardu, alkoholu, narkotyków, seksu… w sposób niezwykle otwarty. To nie był ktoś, kto chwalił się tym co fajne, a to co wstydliwe przemilczał. Zrozumiałem, że on naprawdę chce to wszystko z siebie wyrzucić.

– Marcin, ta książka musi się ukazać – powiedziałem mu za którymś razem. – Nikt w tym kraju nie mówi otwarcie o nałogach. O alkoholizmie było parę dobrych książek, filmów, ale reszta?! Nic!

 

Zacząłem się spotykać ze znajomymi Marcina. Byli wśród nich znany DJ, fotograf, właścicielka klubów nocnych… Wypytywałem ich o Marcina, konfrontowałem jego punkt widzenia, z tym co oni pamiętali.

Tydzień po tygodniu dodawałem nowy element. Były takie chwile, gdy myślałem, że źródło wyschło, że nic już nie znajdziemy i może lepiej zrobić z tego coś krótszego niż powieść, ale zawsze trafialiśmy na nową żyłę.

 

Jedną z nich były prace terapeutyczne Marcina. Szczere do bólu, rozdzierające… Spędziłem długie godziny sklejając je, uzupełniając o nagrane na dyktafon historie i wygładzając. Jednocześnie starałem się zachować ich prymitywną siłę. Ostatnia część „Spowiedzi” wypłynęła prosto z nich.

 

Spowiedź selekcjonera – Walka o każdą stronę

 

Wreszcie w wakacje zacząłem pisać. Raz po raz przesłuchiwałem nasze rozmowy, rozmowy z innymi ludźmi, czytałem notatki, włóczyłem się po okolicach pl. Piłsudskiego, starając się uzupełnić książkę o topograficzne szczegóły, wczuć się w atmosferę wschodu słońca, oglądanego z krawężnika przed budynkiem Metropolitana… Proces był żmudny, Marcin nieraz z przerażeniem przypominał sobie do czego mi się przyznał, zastanawiał się jakie szczegóły musimy usunąć, by głównych postaci nie dało się zidentyfikować.

Muszę to zresztą Marcinowi przyznać: jeżeli coś miało komuś zaszkodzić, nawet jeśli było to genialne, zabawne i ciekawe… musieliśmy to usunąć. Z reguły siadałem wtedy nad rozdziałem i podsyłałem kolejne wersje, starając się uratować esencję historii, a jednocześnie zapewnić naszym postaciom anonimowośc.

Na szczęście to co zostało absolutnie wystarczy i… jest fascynujące.

 

Przy całej intensywności tego procesu nie pozabijaliśmy się jednak. Marcin dzwonił do mnie o najróżniejszych porach, nieraz mocno zły na to jak go sportretowałem, zawsze jednak dochodziliśmy do porozumienia. Muszę powiedzieć, że nie znam drugiej osoby, która miałaby odwagę tak jak on wywalić z siebie najwstydliwsze prawdy i… nie zakopać ich pod ziemię, mając po temu później okazję.

 

Cieszę się niezwykle, że książka się ukazuje. To była dzika, ośmiomiesięczna wyprawa i… chyba wróciliśmy z niej ze skarbem.

 

PS Zachęcam do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku!

 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box