Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include(1) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /wp-config.php on line 83

Warning: include() [function.include]: Failed opening '1' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php/pear5') in /wp-config.php on line 83
Spowiedź selekcjonera - nowa powieść | Maciej Rajk - oficjalna strona

 

spowiedz

Jak wszyscy wiedzą, skrobałem od kwietnia historię Marcina Twardowskiego – byłego selekcjonera klubu Cinammon w Warszawie, modela i generalnie ciekawego człowieka. Chwaliłem się jednym z pierwszych fragmentów parę miesięcy temu, a teraz tekst jest już gotowy. Będziecie mogli wesprzeć wydanie tej książki – niedługo podzielę się szczegółami!

 

Poki co, zapraszam do lektury początku.

 
 
"Moja historia… To i tak cud, że pamiętam tak dużo.
 
Miałem cztery matki i czterech ojców. Tak mi się wydaje, choć mogłem kogoś pominąć. Jednych rodziców miałem krócej, innych trochę dłużej. Geny przekazali mi na polskim wybrzeżu marynarz z Świnoujścia i piękna pracownica hotelów Orbis. Wychowanie odebrałem od naszych emigrantów w Kanadzie i jednej zirytowanej polskimi mężczyznami Kanadyjki niemieckiego pochodzenia. A gdy jako nastolatek miałem wylądować na bruku, przygarnęła mnie para Kanadyjczyków.
 
Biorąc pod uwagę moje początki, nie można się specjalnie dziwić temu, jak wielki mętlik miałem w głowie, wkraczając w dorosłość. Ten brak tożsamości przegonił mnie przez Polskę, Kanadę, Kajmany, Anglię, Włochy i Hiszpanię, przez zawody kucharza, kelnera, tancerza erotycznego, modela, selekcjonera, organizatora imprez, gwiazdeczki telewizji, sprzedawcy i okazjonalnie dilera. Teraz, jak się zdaje, wepchnął mi pióro w dłoń i uczyni ze mnie pisarza. Powiedzmy… opowiadacza.
 
To coś, ta pustka w środku, ten chaos, popchnęły mnie w ramiona dziesiątek kobiet, objęcia krupierów i „przyjazne” dłonie dilerów. Próbując zrozumieć, co robię na tej planecie, wygrałem setki tysięcy i przepuściłem miliony. Zaciągnąłem więcej długów, niż kiedykolwiek będę w stanie spłacić. Wciągnąłem więcej koksu, niż ludzkie ciało powinno być w stanie wytrzymać. Narobiłem sobie więcej wrogów niż Adam Gessler, a gdy ta książka ujrzy światło dzienne, pewnie jeszcze paru mi przybędzie. Nie wrzucono mnie jeszcze do Wisły w obuwiu firmy Lafarge ani nie zakopano w Lesie Kabackim, ale zdarzały się chwile, gdy ta perspektywa wydawała się dość realna. Amerykanie mówią, że takie życie to palenie świeczki z obu stron. Ja swoją świecę polałem benzyną i cisnąłem do mikrofali. Żyję na pożyczonym czasie, na pożyczonych pieniądzach i o mglistej nadziei.
 

 
Jest to moja historia, tak jak ją pamiętam. Z narkotykowej i alkoholowej mgły wyłaniają się sceny, postaci, emocje. Tych parę lat, które tu opiszę, to zupa wydarzeń, faktów. Chronologię wypaliłem kokainą, wysterylizowałem alkoholem. 
Opowiem wam o czasach, kiedy czułem się królem mojego świata, i o tych, gdy byłem oszukującym samego siebie frajerem. Zdarzały mi się tygodnie bez snu. Kolejne wschody słońca ścigane po białej ścieżce, zalewane whisky z Tennessee. Byłem niezniszczalny, piękny, młody i uwielbiany. Albo znienawidzony przez wszystkich – zależy kogo spytasz. Żadnych umiarkowanych temperatur, klimatu złagodzonego przez morze. Parę lat jechania po krawędzi, aż do wyczerpania zasobów: finansowych, zdrowotnych, socjalnych…
 
Jak o sobie myślę? Nieudacznik. Frajer. Tchórz. Oszust. Alkoholik. Narkoman. Hazardzista. Dłużnik. Zmarnowałem połowę swojego dotychczasowego życia. Gdy mam lepsze dni, widzę siebie jako marzyciela, niepoprawnego optymistę, kochanka, modela, przedsiębiorcę, organizatora imprez. Jestem ojcem. Jestem wujkiem. 
 
Najbliższe strony, które macie teraz szansę przeczytać, to spowiedź. To przestroga. To wspomnienie. To wy możecie odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jestem. 
Nie silę się na stworzenie tu spójnej narracji. Pierwsze dwadzieścia sześć lat mojego życia potrafię uporządkować w swojej pamięci, nadać wydarzeniom chronologię. Potem jednak wszystko zlewa się w wir używek, rozrywek i braku snu. Moje wspomnienia zaczynają przypominać szalony kolaż, abstrakcyjny obraz…
 
Mimo wszystko pozwólcie mi, że opowiem Wam moją historię. Pozwólcie, że wyjawię, jak się zostaje celebrytą w Polsce. 
 
Przetrzyjcie oczy. 
Zaczynam.
 
To i tak cud, że pamiętam tak dużo.
 
3. Celebryta
 
„Don’t be afraid of greatness.”
Dr. Jeremy Howick
 
„Co to jest sława? Przyjemność bycia znanym przez ludzi, o których nic nie wiesz i na których zależy ci równie mocno.”
Lord Byron
 
 
Oto ja, parę lat temu, nienagannie ubrany, stojący przy wejściu do jednego z najbardziej ekskluzywnych klubów w Europie. Za mną dwóch wielkich ochroniarzy i jeden mniejszy, najgroźniejszy z całej trójki – były pułkownik Gromu. Jestem selekcjonerem.
To ja decyduję, kto będzie się tu bawił, a kto odejdzie z niesmakiem. Namon to jest miejsce, gdzie każdy chce wejść. A ja trzymam klucz. Mam immunitet. Politycy, policja – nikt nie może mi podskoczyć. Mogę wszystko.
Postacie z ekranu telewizora starają się wkupić w moje łaski, piękne kobiety posyłają zalotne uśmiechy, niektóre dyktują numery swoich telefonów, a źle ubrani goście ze złotymi łańcuchami na szyjach grożą mi śmiercią. Przed chwilą odesłałem do domu panią, którą rano widziałem w „Dzień Dobry TVN”, grupę garniturów z Wiejskiej i polską Angelinę Jolie.
Kolorowe magazyny proszą mnie o wywiady. Wszyscy chcą wiedzieć „Co zrobić, żeby wejść?”. Dzielę się tą drogocenną wiedzą. Zapraszają mnie najbogatsi i najsławniejsi. Piję ich alkohol, wciągam ich narkotyki. Jem ich przystawki. Czasem odwiedzam ich sypialnie. Przez tych parę lat bywałem na ich ślubach, zaręczynach, urodzinach. Na paru pogrzebach. 
 
W pierwszym roku pracy w Namonie rozbłysła także moja gwiazda modela. Byłem na billboardach, w gazetach, w telewizji… Znajomi żartowali, że spodziewają się zobaczyć moją twarz nawet po otwarciu lodówki.
Zdarzało się tak, że dwie agencje walczyły o mnie i w ciągu jednego dnia pędziłem na dwa plany. Pojawiłem się w epizodzie w „Pogodzie na jutro” Stuhra, przewinąłem się przez odcinek „Ojca Mateusza”. Zagrałem w kilkunastu reklamach telewizyjnych od Pizzy Hut, przez Bank PKO BP, aż po Orange. W „CKM-ie” moje zdjęcia pojawiały się sześć razy, można było mnie zobaczyć w „Cosmopolitan”, „Gentlemanie”, „Pani Domu”, a w pewnym momencie moje olbrzymie zdjęcie dominowało nad Marszałkowską, rozpięte na billboardzie zawieszonym na Galerii Centrum.
 
Czułem się jak król tego miasta. 
 
A wszystko dzięki tej czerwonej lince, którą mogłem przed kimś zdjąć z haczyka, bądź zostawić na swoim miejscu. 
 
Kim byłem w tym okresie? Zagubionym, niedojrzałym chłopakiem, bojącym się emocji. Nie lubiłem konfliktów, chciałem być szanowany, podziwiany, lubiany… i akceptowany. Ciągle czułem się jak impostor, jak oszust – co ja robię w tym świecie gwiazd? Na zewnątrz byłem pewny siebie, nienagannie ubrany, prosto od fryzjera, z wysportowanym ciałem, wygadany i ładnie się wysławiający, mówiłem po angielsku bez akcentu, wiedziałem wszystko o wszystkich i posiadałem ważną w tym środowisku wiedzę: gdzie dostać najlepsze narkotyki, gdzie jest najlepsza impreza, jak przyrządzić modne danie, co z nim podać i co w tym sezonie „się nosi”. W środku jednak pełen byłem wątpliwości. Ciągle czułem się lepszy albo gorszy od innych – nie potrafiłem po prostu zaakceptować siebie i innych takimi, jacy są.
 
Odkąd poszedłem na terapię, lepiej rozumiem niektóre swoje zachowania. Jako dzieciak byłem chorowity, wątły – podejrzewano u mnie chorobę serca, przeżyłem śmierć kliniczną. Moja mama umarła wcześnie, wychowałem się z dala od siostry i ojca. W rezultacie ciągle musiałem udowadniać, że jestem wart czyjejś miłości, opieki… W pewnym momencie musiałem uwierzyć, że jeżeli inni mnie zaakceptują i będą podziwiać, to ja też będę mógł mieć o sobie pozytywne zdanie. 
 
Trzeba powiedzieć, że swój cel osiągnąłem. Byłem podziwiany, kochany… Wcale jednak się od tego lepiej nie czułem. 
 
Pędziłem od imprezy do imprezy, od kobiety do kobiety, od kokainy do ruletki, tworząc ten mit wspaniałego siebie, szukając tych zazdrosnych i zafascynowanych spojrzeń, które wydawały mi się sensem życia. Udawałem przed sobą, że w środku jestem pusty jak wydmuszka, że nie mam emocji, że nic mnie nie boli i nic mnie nie rusza – nie była to oczywiście prawda, ale przy wystarczającej ilości alkoholu, kokainy i trawy w organizmie, przy odpowiednio seksownych kobietach, szybkiej jeździe samochodem, przy odpowiednio wysokich stawkach w kasynie… stawało się to tak bliskie prawdy, jak to tylko możliwe. "
 
Zachęcam do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.
 
 

 

 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box