sprzedawca opowiadanie rajk

Opowiadanie, które napisałem w 2007 roku. Dla wszystkich pracujących ciężko. 😉

Pedałowałem pod górę, cały mokry. Cholerny lipiec. Za mała srebrna marynarka opinała mi plecy, pseudogarniturowe spodnie wrzynały mi się w krocze. Wyglądałem jak żuczek gnojowniczek, błyszczący i mokry. Toczyłem 30-kilowy rower Ukraina po ulicy Karowej, przy akompaniamencie dzikiego skrzypienia i myślałem, że facet, który dał mi tą robotę, to jednak równy chłop. Kretynem w tym układzie byłem ja, przyjmując ją. 

 

sprzedawca opowiadanie rajk

Co to za robota? Handel nieruchomościami. Rok temu, kiedy jeszcze pracowałem na budowie postanowiłem jakoś zmienić swoje życie, żeby nie skończyć jak robol. Teraz, gdy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że nic strasznego w byciu robotnikiem, no ale wtedy naczytałem się amerykańskich poradników czy coś. Grunt, że za wszystkie oszczędności – nieduże, fakt – zrobiłem uprawnienia do pośredniczenia w sprzedaży nieruchomości. Potem rzuciłem robotę i zacząłem szukać nowej – tym razem jako pośrednik. Jak możecie się domyślić o mało nie przypłaciłem tego śmiercią głodową. Autorzy amerykańskich podręczników nie wiedzą, że w Polsce nie ma pracy. W końcu na rozmowie o pracę numer dwa czterysta facet powiedział:

– Podobasz mi się. Jeśli masz garnitur i jakiś środek transportu, jesteś zatrudniony.

– Mam – odpowiedziałem. Ten facet, to dziś mój szef. Nigdy nie zrozumiem, czemu nie wypieprzył mnie po tym jak przyjechałem swoim rowerem, w starej srebrnej marynarce, w której w liceum grałem na perkusji w zespole. Spytał mnie:

– Synu, TO jest twój garnitur? TO jest ten środek transportu?

– No cóż…

– Jeżeli sprzedasz coś z tym sprzętem, to naprawdę będzie znaczyło, że masz talent. Za pierwszą prowizję kupisz sobie jakiegoś Cinquecento i garnitur, tak?

– Oczywiście!

– No to zapieprzaj na odprawę!

Zatrudnił mnie chyba ze względy na to, że uwielbiał słowo „pieprzyć” i przeczuwał, że będzie miał okazję przy mnie sporo go używać. Motywy nie ważne. Znalazłem pracę.

Oczywiście nie sprzedałem nic przez pierwszy miesiąc. Brałem pieniądze skąd się dało. Przyjaciele przestali mi w końcu  pożyczać. Naciągałem ich tak długo i tak długo nie oddawałem, że nawet przestali upominać się o ich zwrot.

sprzedawca opowiadanie rajk

Tego właśnie dnia, kiedy z naszego biura przy autostradzie wspinałem się na swojej machinie pod górę, ulicą Karową byłem w naprawdę podbramkowej sytuacji. Kompletnie bez pieniędzy, nawet na obiad tego dnia. Facet zbierający stare samochody potrzebował garażu. Już miał ich dziesiątki po całej Warszawie, a teraz chciał kupić jeszcze jeden na nowy nabytek – Jaguara XJ12 z 1972 roku. I to właśnie śliczne autko toczyło się cierpliwie za mną. Może kupi jakiś też na zapas, nie tylko jeden? Musiałem nakłamać, że znam tysiące garaży w całej Warszawie (naprawdę znałem trzy zgrupowania takich garaży na sprzedaż), żeby zgodził się jechać ze mną. Proponował mi nawet, żebym pojechał z nim, jego samochodem, ale… status firmy zabrania nam jeździć z klientami ich samochodami. Ma to służyć podnoszeniu wizerunku firmy… hehehe… Wsiąść można, gdy klient chce jechać poza miasto. Za Warszawę jednak nikt nie chciał jeszcze ze mną pojechać. No i wśród takich rozmyślań dotoczyłem się wreszcie na ulicę Promyka. Gdyby nie remontowali Wisłostrady nie musiałbym dymać pod górkę, no ale przyzwyczaiłem się do ironii losu. Los miłe gesty zachował dla innych ludzi.

Na miejsce dojechaliśmy w pół godziny. Facet, około pięćdziesiątki, bardzo schludny, w świetnie skrojonym garniturze – w GARNITURZE! – całkiem uprzejmy.

– Dojechaliśmy, rozumiem? – rzucił wysiadając z samochodu. Nie odpowiedziałem od razu, przez chwilę łapałem oddech. W końcu wydusiłem z siebie:

– Tak, proszę pana. – pot płynął ze mnie strugami, od słońca bolała mnie głowa. Miałem ochotę zemdleć, ale nie miałem odwagi. Czynsz miałem zapłacony jeszcze za trzy dni.

– To te, tak? – spytał mnie pokazując na rząd betonowych garaży, pozamykanych prymitywnymi kłódkami, z drzwiami pomalowanymi odłażącą, kiedyś zieloną farbą.

– Tak. Dwa z nich są na sprzedaż.

– W jakiej cenie?

– Jak wspominałem, po sześć tysięcy za sztukę. Nie są w cudownym stanie, ale są solidne i to najniższa możliwa cena w Warszawie, proszę mi wierzyć.

– Dobrze, dobrze. Podoba mi się nawet.

Słyszeliście co powiedział?! PODOBA, PODOBA, PODOBA MI SIĘ!!

– To znakomicie – powiedziałem siląc się na spokój. Nie za szybko przechodź do transakcji, ty pedale, pamiętaj jak cię uczyli, pamiętaj, PAMIĘTAJ!! – Chce pan obejrzeć te garaże w środku? Mam klucze.

– Dobrze, chętnie. Chcę zobaczyć czy nie są za wilgotne.

– Moje mieszkanie jest kurwa za wilgotne! A garażu nie mam. – no nie, oczywiście tak nie powiedziałem. Chyba nawet tak nie pomyślałem, facet jawił mi się jako wcielenie dobra i wspaniałości. Choć jeśliby nie kupił tych pieprzonych garaży chyba bym go w tej wilgoci utopił. Ostatecznie powiedziałem:

– Żaden problem, to ten drugi garaż od prawej, już otwieram.

Obejrzeliśmy. Brudno, śmierdzi, mnóstwo smaru i duży Fiat.

– No, no. Że ten Fiat 125 mu tu nie pordzewiał…

– Widzi pan, dobre miejsce do trzymania samochodu!

– No tak, tak. Wie pan co, to obejrzyjmy jeszcze ten drugi. I może będę chciał zobaczyć jeszcze parę innych.

co oznaczałoby dla mnie godziny pedałowania na rowerze, który zamiast łożysk kulkowych ma kulki rzucone luzem w ośkach. Chryste… Z potępieńczym wyrazem twarzy poszedłem do następnego garażu. Co robią teraz moi kumple z liceum? Prawnicy, ekonomiści, nawet kurde ci z SGGW. Założę się, że żaden (ŻADEN!!) nie katuje się jeżdżąc Ukrainą po Warszawie i zarabiając zero złotych. Ja pierdolę, nawet ten typ co walił konia na każdej przerwie i dwa razy powtarzał trzecią klasę. Obiekt niewybrednych żartów i pogardy całej klasy jest teraz nauczycielem chemii w podstawówce. Nie są to kokosy, ale… jak ja skończyłem! Gwiazda drużyny piłki nożnej…Pierdolę, nie nawspominałbym się tyle, gdybym nie miał problemów z otwarciem kłódki.

– Może pójść po smar do samochodu? – zaoferował się mój kat i zbawiciel – Zacięła się rozumiem?

– Nie, nie poradzę sobie. – i rzeczywiście, już w kwadrans później otworzyłem. Rzuciłem wspaniały żart: – Kłódkę sobie pan wymieni, proszę oglądać garaż.

Uprzejmy facet – uśmiechnął się.

– Tak, ten garaż też jest w porządku. Myśli pan, że właściciel da mi zniżkę za to, że kupuję dwa?

Zniżkę?! Zmniejszając moją prowizję!?

– Niestety, proszę pana. To dwaj różni właściciele. Jeden chce za garaż sześć tysięcy, drugi sześć z kawałkiem, ale się utarguje na sześć, ze względu na tego pierwszego.

– Rozumiem.

Wzywałem na pomoc matkę, ojca, szefa i Boga – żeby to powiedział. I wiecie co? Powiedział to:

– Nie musimy już jechać w pozostałe miejsca. Kupię te dwa garaże.

– Znakomicie.

– Kiedy będziemy mogli podpisać umowę?

– Zaraz skontaktuję się, ze sprzedającymi. Myślę, że dziś wieczorem.

– Dobrze. Do wieczora zatem. Nie muszę z panem jechać do biura?

– Nie, nie musi pan.

– Dobrze, do widzenia panu.

– Do widzenia. – powiedziałem. Poczekałem, aż odjedzie i usiadłem na ziemi. Mało nie popłakałem się ze szczęścia. Zaszaleję, pomyślałem – kupię sobie teraz wielki obiad: pizzę, duże piwo i jeszcze jakieś sałatki fajne. Ale najpierw wodę! Boże, jak chce mi się pić… Tak, tak. Przypomniałem sobie. Nie mam nawet dwóch złotych w portfelu. Umówiłem dwóch gości od garażu, a potem pojechałem napić się wody oligoceńskiej na osiedlu. Opity siedziałem w cienu, na chodniku. Jak na faceta, który właśnie zarobił 600 złotych zachowywałem się nędznie i bez klasy. Spokojna głowa. Z pełnym żołądkiem odzyskam klasę.

Wieczorem sfinalizowaliśmy transakcję. Podatek zjadł mi część wypłaty, ale co tam i tak stać mnie teraz na miesięczny czynsz i na dzisiejszy obiad. Co zrobię z jutrzejszym nie wiem. Poczułem się w każdym razie wystarczająco wielkopańsko, by odrzucić następującą ofertę, od naszego kolekcjonera:

– To Ukraina z 1973 roku, prawda? Sprzedałby mi ją pan?

 

Jeżeli podobało Ci się to, tutaj możesz przeczytać inne moje opowiadania:

Uściśnij dłoń

Nieszczęście w szczęściu

Ja rodzę wy sk****ny

Zachęcam też do odwiedzenia mnie na google+ i na  Facebooku.

Tagged with:
 

Komentarze:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Please type the characters of this captcha image in the input box

Please type the characters of this captcha image in the input box